Masz pytania? Zadzwoń:
794-144-629

Blog

„O pacjentach słów kilka....”

        Witam wszystkich miłośników zwierząt małych i dużych na moim blogu! Jako lekarz weterynarii na co dzień dbam o wszelkiego rodzaju stworzenia udomowione, a prywatnie jestem szczęśliwą właścicielką szalonego kota i leniwego psa. Blog poświęcony będzie głównie opiece i zdrowiu psów, kotów, królików, chomików i innych stworzeń hodowanych w naszym klimacie. Pisany będzie przez pryzmat moich doświadczeń zawodowych, lecz językiem zupełnie przystępnym dla każdego laika. Tematy obejmować będą zagadnienia, dotyczące profilaktyki zdrowia oraz dietetyki i codziennej opieki nad pupilem. Każdego dnia spotykam się z różnymi problemami, z jakimi borykają się właściciele czworonożnych „braci mniejszych”. Wszystkie problemy i te poważne i bardziej błahe staram się rozwiązywać szybko i w miarę bezboleśnie. Robię wszystko, aby być najlepszym lekarzem dla swoich pacjentów. Na blogu opowiem nie tylko o dolegliwościach moich pacjentów, ale też odpowiem na całkiem prozaiczne pytania: Dlaczego kot boi się odkurzacza? Jakie rośliny doniczkowe są niebezpieczne dla zwierząt domowych? albo: Jak odchować kociaka bez matki!? Mam nadzieję, że dzięki temu blogowi łatwiej będzie Wam zajmować się podopiecznymi!

 

„Kiedy do lekarza?”

       Diagnoza postawiona trafnie i szybko jest warunkiem prawidłowego leczenia. Jednak co zrobić kiedy moi podopieczni nie potrafią pokazać, ani też odpowiedzieć na pytanie „ co ci dolega?” lub „ gdzie boli?” Tylko od opiekuna zwierzęcia zależy, kiedy zgłosi się do lekarza weterynarii. Im szybciej zdiagnozuję chorobę, tym większa jest szansa na wyleczenie. Wystarczy, że zauważymy dziwne zachowanie pupila, utrzymujące się przez jakiś czas, powinniśmy natychmiast skonsultować się z weterynarzem. Ból u kota, psa, czy królika objawia się na wiele sposobów, a każde odmienne zachowanie może być oznaką groźnej choroby. Dziś do lecznicy zgłosiła się pani, której pies spał dłużej, niż zwykle....  Można by rzec: ot, leniwe bydlę... A ja natychmiast znalazłam jeszcze kilka objawów, które świadczyły, że ów czworonóg cierpi na niedoczynność tarczycy. Brak hormonu tarczycy sprawia, że pies ma problemy ze spowolnionym metabolizmem oraz brakiem tlenu w komórkach i tkankach, co powoduje, że staje się ospały, apatyczny i najwyraźniej smutny. Na całe szczęście właścicielka przyprowadziła go do lecznicy zanim było za późno. Każda zmiana w dotychczasowym zachowaniu powinna zaniepokoić właściciela. Nawet, jeśli wydaje się, że Wasz pupil nagle totalnie zwariował  udajcie się do weterynarza! 

 

„Jak podać lekarstwo pupilowi”

       Gdy tłumaczę właścicielom, jak zaaplikować tabletki kotu lub psu, zawsze zastanawiam się... jak to później wygląda w praktyce. Zwykle przy następnej wizycie już na pierwszy rzut oka wiem, jak pan poradził sobie z włożeniem do pyszczka małej tabletki :). Jeśli na ciele posiada liczne rany szarpane z pewnością nie było to łatwe. W przypadku psa podanie tabletki jest niezwykle proste: Zawijamy lekarstwo w kawałek mięsa i wołamy czworonoga. W przypadku kota może to wyglądać następująco:  

        Kolanami obezwładniamy drapieżne zwierzę, palcem wskazującym i kciukiem  jednej ręki chwytamy za pyszczek i delikatnie przyciskamy. Drugą ręką głęboko wpychamy tabletkę do gardła... Kiedy kot poliże nos.... wiemy, że aplikacja tabletki przebiegła pomyślnie. Jeśli natomiast tabletka znajdzie się na drugim końcu pokoju, a kot na firanie, musimy ponowić próbę aplikacji. Prób takich może być wiele i każda zwykle kończy się licznymi ranami na ciele opiekuna. Dobrym sposobem na obezwładnienie kota jest owinięcie go ściśle ręcznikiem kąpielowym, który powstrzyma jego ostre pazury przed kontaktem z naszą skórą. A jeśli to nie pomoże, zaś wszystkie tabletki rozrzucone będą po mieszkaniu, trzeba będzie odwiedzić mnie w moim gabinecie :)

 

„Niejadek”

       O grymaszeniu nad psią lub kocią miską, trzeba przyznać nasłuchałam się w swojej karierze wiele. Zwierzaki potrafią być wybredne niczym bajkowy Garfield nad miską makaronu. Mój kot także nie jest smakoszem wszystkiego, co podtykam mu pod pyszczek i czasami jest to naprawdę denerwujące. Zdarza się jednak tak, że nagle z wielkiego żarłoka robi się niejadek. Nagły brak apetytu może oznaczać w przypadku zwierząt tylko jedno...KŁOPOTY! Nagły jadłowstręt u kota lub psa mogą powodować pasożyty przewodu pokarmowego. W tym przypadku regularne odrobaczanie stanowi najlepszą profilaktykę. Brak apetytu może być też objawem wielu poważnych chorób, nie tylko schorzeń przewodu pokarmowego, ale także nowotworów i wielu innych.... Tak, tak, zwierzęta chorują na bardzo podobne dolegliwości, jak ludzie, ale inaczej komunikują właścicielom swoje złe samopoczucie. Jeśli przez dwa dni pies lub kot odmawia jedzenia, jest apatyczny, nie podnosi się entuzjastycznie na nasze wołanie, należy jak najszybciej zgłosić się do weterynarza. I jeszcze jedno....Nie uczmy naszych pupili jedzenia słodyczy! Być może widok psa lub kota pochłaniającego wielki kawał tortu jest zabawny, jednak z pewnością... NIEZDROWY!

 

„ Słodkie kłopoty i skuteczna rada”

        Ileż to zachwytu nad kocim lub psim noworodkiem...Każdy chciałby przytulić, wycałować i patrzeć jak dorasta... a potem? Cóż proza życia... szczeniak lub mały kotek musi szukać nowego domu. Trzeba przyznać, że znalezienie dobrych, nowych opiekunów dla całego miotu nie jest wcale proste. Nieupilnowane kotki i suki mogą rodzić nawet dwa, trzy mioty na rok, co staje się bardzo kłopotliwe. Najlepszym rozwiązaniem tego problemu jest sterylizacja. Zwykle wykonywana jest po pierwszej rui, gdy już wiadomo, ze zwierzę dojrzało płciowo. Wykonywana jest także sterylizacja aborcyjna, kiedy zwierzę jednak zajdzie w ciążę. W przypadku samców sterylizacja nie jest konieczna, gdyż pupil z pewnością miotu nie przyprowadzi do domu, ani też nie obowiązuje go obowiązek alimentacyjny na własną reprodukcję. Niesterylizowany kocur ma jednak dosyć nieprzyjemne nawyki i bardzo cuchnący mocz. Kastracja kotów i psów pozwala na zrównoważenie wydzielanych hormonów i poprawę ich zachowania. Właściciele utożsamiają często odczucia zwierząt po sterylizacji :) Szczególnie Panowie niewątpliwie są w stanie bardzo pożałować kastrata, a przecież wszystko jest dla jego dobra! Kot, czy pies nie dbają o swoją zdolność reprodukcji, a sterylizacja chroni przed wieloma schorzeniami.

 

„Mały nadajnik GPS”

         Rankiem do mojego gabinetu zgłosiła się pani średnich rozmiarów kundelka, który podobno ma „ADHD” Cóż....Nadpobudliwość rzeczywiście jest w przypadku zwierząt uciążliwa, a upilnowanie psa, który we łbie ma zakodowane tylko ucieczki, jest niezwykle trudne. Owa pani miała psa, który uciekał notorycznie, więc postanowiła rozwiązać swoje problemy radykalnie. Poprosiła mnie o założenie psu „nadajnika GPS”..... Oczywiście, powstrzymując się od nagłego ataku śmiechu poprawiłam panią kundelka i wytłumaczyłam na czym polega chipowanie psów, które faktycznie jest znakomitym sposobem identyfikacyjnym i zabezpieczającym, jednak mały chip to nie nadajnik GPS. Nie możemy namierzyć uciekiniera, lecz znaleziony dezerter zostanie sczytany przez lekarza weterynarii w schronisku, lub każdej lecznicy oraz jednostach Straży Miejskiej co ułatwi odszukanie jego właściciela. Chip zawiera dane opiekuna i pomaga znalezionym zwierzętom trafić z powrotem do domu. W chwili, gdy zwierzę "na gigancie" ulegnie wypadkowi, służby mogą również odczytać dane z chipa i powiadomić o zdarzeniu właściciela. Chip to nie GPS, ale jest bardzo pomocny w znalezieniu zguby. Polecam wszystkim milusińskim ten bezbolesny zabieg.

 

„Charakterek.”

        Każdy szczęśliwy posiadacz psa, kota lub innej udomowionej istoty wie, że charaktery i usposobienia zwierząt bywają różne i można przypisać je rasom zwierząt i gatunkom. Koty, to wielkie indywidua, chodzące własnymi ścieżkami. To one dowodzą swoimi właścicielami. Kiedy mają ochotę na czułości same się o nie dopominają, wskakując na kolana i mrucząc zachęcająco, lecz gdy kot ma inne plany, niż jego opiekun łatwo się przekonać, kto dowodzi w relacjach z człowiekiem. Psy są zgoła inne. Z każdą rasą możemy utożsamiać pewne cechy charakteru. Rasy wywodzące się od psów pasterskich możemy uznać za niezwykle łagodne i opiekuńcze, zaś rasy obronne bywają bardziej agresywne. Dużo w charakterze zwierzęcia może zmienić jego wychowawca, czyli człowiek. Kiedy osoby chętne na adopcję psa lub kota zgłaszają się do mnie po poradę, jaką rasę wybrać, zwykle doradzam, aby zdecydowali się na stosunkowo młode zwierzę, które z łatwością będzie można ułożyć. Osobom starszym nie polecam psów rasy Syberian Husky, ponieważ wymagają nieustannego ruchu, proponuje raczej wybór spokojniejszego Labradora lub Buldożka francuskiego. Rodzinom z małymi dziećmi odradzam Amstafa lub Pitbulla, proponuję raczej Goldena lub Bokserka, ewentualnie inną, łagodną rasę.

 

Profilaktyka ponad wszystko

           W naszym kraju szczepienie psów przeciwko wściekliźnie jest obowiązkowe. Szczepić jednak można nie tylko psy i nie tylko przeciw wściekliźnie. Wszelkiego rodzaju choroby takie jak : kaszel kenelowy, nosówka, parwowiroza, leptospiroza, koronowiroza, wirusowe zapalenie wątroby, mogą spowodować śmierć pupila. Szczepienie jest doskonałym i skutecznym środkiem zapobiegawczym!!! Jest też mniej kosztowne, niż leczenie zwierzęcia. Warto również pomyśleć o szczepieniu kotów, które chorują coraz częściej na: koci katar zwany herpeswirozą i kaliciwirozą oraz panleukopenię, a także na chlamydiozę lub białaczkę FeLV. Nawet koty niewychodzące z domu mogą zarazić się chorobami wirusowymi!!! Wystarczy tylko, że właściciel przyniesie wraz z błotem na butach drobnoustroje, a kwestia zarażenia jest nieunikniona. Profilaktyka to także regularne odrobaczanie zwierząt, zwłaszcza tych wychodzących. Koty łowiąc myszy bardzo szybko zakażają się tasiemcem, a także innymi robakami obłymi, pasożytującymi w ich przewodzie pokarmowym. Warto każdorazowo proces odrobaczania odnotowywać w książeczce zdrowia naszego pupila lub w kalendarzu. Profilaktyka pozwala dbać o zdrowie żyjących w naszym otoczeniu zwierzaków, a także chroni obcujących z nimi ludzi przez zachorowaniem na choroby odzwierzęce. Należy pamiętać, że pchły to najbardziej wkurzające osobniki, które nie tylko piją krew, ale również są nosicielami niebezpiecznych chorób.

 

„Zamienię kota na psa”

            Przeglądając kącik adopcyjny natknęłam się dzisiaj na ogłoszenie zaskakującej treści: ”Zamienię kota na psa, może być wściekły”. Zaintrygowana tym anonsem zadzwoniłam pod podany numer telefonu i zapytałam o co chodzi. Okazało się, że Pan po prostu chce pozbyć się kociaka. Ot, nietrafiony prezent... Nie potrafię zrozumieć ludzi, decydujących się na posiadanie zwierzaka, którego po pewnym czasie chcą się pozbyć. Eutanazja zdrowego psa jest niemożliwa i w lecznicy zawsze proponujemy inne rozwiązania. Jedyną przesłanką do uśmiercenia psa lub kota jest ciężka, nieuleczalna choroba. Zdrowe zwierzęta można oddać do adopcji. Odradzam również wyrzucanie niechcianych zwierząt na ulicę lub przywiązywanie je do drzewa w lesie. To jest najwyższej rangi bestialstwo, ponieważ zdane tylko na czujność innych ludzi często konają z głodu i odwodnienia przez wiele godzin. Kiedy myślimy o posiadaniu zwierzaka pamiętajmy jedno: Szczeniak lub kociak szybko dorosną i ze słodkiego, zabawnego malucha stają się zwykle nieustannym obowiązkiem. Małemu psu lub kotu o wiele też łatwiej wybaczać pewne grzechy (demolkę w mieszkaniu, znikające mięso na obiad, przegryzione kable od komputera, zrujnowana flora domowa itp.) Dorosłym zwierzętom zwykle nie uchodzi to na sucho, a często miarka cierpliwości właściciela się przebiera.... Zwierze to członek rodziny, musimy akceptować go takim jaki jest!

 

„Guz, nie guz ale będzie heca” 

          Moja kotka ma guza ” oznajmiła dziś opiekunka cudnej Neva Masquarade wchodząc do mojego gabinetu. Powiem szczerze, że nie lubię tego potocznego określenia na wszelkie zgrubienia, pojawiające się pod skórą zwierząt. Dopiero badanie USG pozwala zdiagnozować właściwości „kulki” i określić schorzenie. Tak stało się też w przypadku niezwykle pięknej kotki... Guz okazał się poczwórnym szczęściem, jakiego się spodziewała. Właścicielka natomiast mało nie dostała zawału, gdyż nie miała pojęcia jakim cudem to się stało...Jak się potem okazało pani mieszkała na parterze, a jej przecudnej urody, rodowodowa kotka spotkała się z nieznajomym kocurem na balkonie...Z tej randki, za kilka tygodni ( myślę, że najpóźniej 3) na świecie pojawią się nie zupełnie rodowodowe kocięta, ale z pewnością śliczne, jak ich mama. Mam nadzieję, że owa Pani do tego czasu pogodzi się z tym szczęściem, jakie zgotowała jej podopieczna. Dobra rada dla wszystkich właścicieli kotek rodowodowych, aby nie wypuszczać jej w czasie rui na balkon lub taras przed domem, gdyż zawsze w tym czasie pojawia się jakiś adorator, który niczym Romeo w szekspirowskim dramacie wejdzie na balkon. Kociąt mieszanych nie można sprzedać, jako rasowe, nawet jeśli są niezwykle podobne do rodowodowej mamy. Można je oddać w dobre ręce, których z pewnością nie zabraknie.

  

Kąśliwe wypadki

          Lato dobiega końca, ale ciągle do naszego gabinetu zgłaszają się podopieczni użądleni przez osę, pszczołę, czy innego kąśliwego owada. Najtrudniej chyba uchronić przed owadami kota, zwłaszcza bardzo młodego. Każda ruszająca się istota, w dodatku zachęcająco brzęcząca, wyzwala w nim instynkt łowcy. Użądlenia przez owady psa lub kota mogą być bardzo groźne, ale nie muszą. Należy uważnie przyjrzeć się zwierzęciu. Jeśli w miejscu ukąszenia znajdziemy żądło, a wokół niego robi się opuchlizna trzeba jak najszybciej zjawić się w lecznicy. Najgroźniejsze jest ukąszenia w okolicach szyi i paszczy, które bez właściwej pomocy lekarza weterynarii mogą prowadzić do zgonu zwierzaka. Dziś do mojego gabinetu przyszła pani z trzymiesięcznym kociakiem, którego łapka przypominała trochę miniaturową paletkę do tenisa. Pani z westchnieniem stwierdziła, że owszem powtarzała Puszkowi, że zabawa osą źle się skończy, ale on jej „nie posłuchał”. Wyjęłam żądło podałam mu zastrzyk przeciwwstrząsowy i kocia paletka szybko z powrotem zmieniła się w łapkę. Niestety nie dałam pani Puszka żadnej gwarancji, że historia ta się nie powtórzy, gdyż owady są dla kociaków pokusą. O ile rozkoszne łapanie fruwających motyli nie zagraża ich bezpieczeństwu, to pogoń za osą, pszczołą czy trzmielem może skończyć się bardzo nieprzyjemnie.

 

Prawie żywe nieszczęście

       Znalezienie wyrzuconego kota lub psa zwykle bywa problemem dla znajdującego takiego czworonożnego nieszczęśnika, jednak po jakimś czasie okazuje się, że zwierzak wynagrodzi nam nasze dobre serce. Przygarnięty kundelek potrafi być najwierniejszym towarzyszem życia, a uratowany kociak całkiem sporą dozą radości. Często do mojego gabinetu przychodzą tacy mniej lub bardziej szczęśliwi znalazcy. Jedni chcą przygarnąć „znalezisko”, inni szukają dla niego ratunku, ale nie mogą wziąć pod dach niewygodnego skarbu. Już niebawem na podwórku zrobi się chłodno i mokro, dlatego zachęcam, by takie nieszczęśliwe porzucone zwierzaki po prostu przekazywać schroniskom TOZ, działającym w każdym mieście. Kiedy dwoje bardzo młodych ludzi położyło dziś na moim stole kawałek nieruchomej czarnej sierści, która bądź co bądź jeszcze oddychała, pomyślałam sobie, że z tego nieszczęścia chyba nic nie będzie. Oczy spuchnięte, spojówki zaciągnięte ropnymi pęcherzami, pyszczek był jedną wielką raną, a przypuszczam, że sześciotygodniowy kociak nie jadł od wielu dni. Młodzież stwierdziła, że jeśli przeżyje dadzą mu ciepły dom. Wtedy właśnie pomyślałam, że przecież od tego jestem, aby przeżył! Po pierwsze najpierw trzeba było oczyścić nieruchomego nieszczęśnika i zbadać, uporać się ze skaczącymi po jego skórze wszystkimi odmianami pasożytów, zakropić oczy antybiotykiem, podać kroplówkę i....czarny kawałek futerka zaczął się ruszać.... Ku radości mojej i znalazców kotek rokuje wyśmienicie...

 

Wychowanie w zgodzie z naturą

       Rodzice coraz częściej decydują się na wychowywanie swoich dzieci razem z czworonożnymi domownikami. Sceptycy, którzy powielają stereotypowe tezy o tym, jak kot może udusić niemowlę, a pies ”pożreć z zazdrości” byli wychowywani z pewnością z dala od zwierząt i nie mają o ich psychice zielonego pojęcia. Do południa miałam kilkoro pacjentów, potem przerwa na planowy zabieg i znowu pacjenci... Mniejsi, więksi, nawet tacy całkiem cóż ...„ludzcy” ? Do gabinetu weszła pani w zaawansowanej ciąży i poprosiła o rozmowę. Że owszem ma warunki, że jej piesek jest z nią już kilka lat i że chyba musi go oddać ze względu na dobro dziecka... Musiałam wytłumaczyć, trzeba przyznać bardzo zatroskanej nie bez powodu opiekunce labradora prostą zasadę; a mianowicie, że pies wychowany z ludźmi nie zmieni się w ludożercę na widok niemowlęcia! Owszem będzie trochę urażony brakiem zainteresowania i będzie domagał się uwagi, ale z pewnością można tę sytuację łatwo opanować. Warto pamiętać, że rosnący maluch również będzie zainteresowany kudłatym domownikiem i po jakimś czasie zapragnie pieska „przytulić” w każdym tego słowa znaczeniu, wówczas takie zabawy należy bacznie obserwować. Dodatkowo mając jednocześnie w domu zwierzaka i niemowlę należy przywiązywać baczną uwagę do higieny czworonoga. Regularne odrobaczanie/co kwartał/, aplikowanie preparatów przeciwko pasożytom skóry, manicure (zwłaszcza u kotów) to podstawowa profilaktyka. Muszę przyznać, że z własnego doświadczenia z czystym sumieniem polecam wychowywanie dzieci ze zwierzętami. Widok troskliwego psa czuwającego nad bezpieczeństwem raczkującego malucha, czy kota kładącego się u stóp śpiącego niemowlaka jest powalający!

  

Kiedy osesek zostaje sam...

          Wieczorny telefon oderwał mnie od ciekawej lektury, ale taka moja profesja, że bez względu na porę jestem na posterunku, aby pomagać zwierzętom w potrzebie. Telefon dotyczył szczeniaka uratowanego przed utopieniem. Tak, tak, średniowieczne metody ciągle jeszcze są wykorzystywane w rozwiniętych cywilizacjach. Zamiast sterylizacji lub szukania domów adopcyjnych morduje się niechciane mioty na wiele niecywilizowanych i drastycznych sposobów. Jednak temu szczeniakowi zapaliło się światełko w tunelu, gdyż znalazły go dzieci, bawiące się nad rzeką. Rodzice zanim wrócą z weekendu postanowili skontaktować się ze mną i poprosić o radę, w jaki sposób uratować maluszka? Osierocone oseski, często jeszcze ślepe, trzęsące się i pełzające są zdane tylko na człowieka i jego poświęcenie. Odchów szczeniąt i kociąt bez matki wymaga wielu wyrzeczeń oraz odrobiny wiedzy. Nawet hodowcy mogą mieć początkowo obawy, by zajmować się takimi sierotkami, ale wystarczy tylko wiedzieć, że: -jeśli nie mamy matki zastępczej w okresie laktacji, która przyjmie maleństwa do wychowania należy młode regularnie/ co 3 godz / karmić butelką z mlekiem specjalnie modyfikowanym dla czworonożnych osesków. Takie mleko dostępne jest w lecznicach oraz sklepach zoologicznych. -po karmieniu masujemy brzuszki zgodnie z ruchem wskazówek zegara, dla lepszego trawienia -dbamy o właściwą temperaturę otoczenia. Można wykorzystać do tego matę grzejącą. - pomagamy załatwiać potrzeby fizjologiczne podcierając regularnie maluchy wilgotnym ręcznikiem papierowym ( ich matka stymulowała by układ wydalniczy wylizując potomstwo) Oczywiście każdy miot odchowywany bez matki powinien być regularnie kontrolowany przez lekarza weterynarii i ważony. A dzisiejszego poranka w moim gabinecie wyczekiwałam na uratowanego przed śmiercią szczeniaka, był naprawdę uroczy....

 

Skłonności do pożerania rzeczy niestrawnych

Pieski z natury mają skłonność do zjadania nie tylko zawartości miski, ale czasami i samego naczynia... Posiadacze psów często skarżą się, że mimo wzorowego odżywiania pies gryzie rzeczy nie nadające się do jedzenia (meble, przedmioty codziennego użytku, chusteczki higieniczne, telefony komórkowe i wszystko, co znajduje się w otoczeniu) Takie połknięcie „niezjadliwego” przedmiotu może wywołać poważne dolegliwości układu pokarmowego. Pies i kot usuwają ze swojego przewodu pokarmowego ciała obce zupełnie naturalnie przez wymioty. To oczyszcza przede wszystkim żołądek z połkniętej sierści. Czasem jednak ciało obce pozostaje w przewodzie pokarmowym. Niestety jeśli zauważymy, że nasz pupil często wymiotuje, przestał jeść i staje się osowiały lub wręcz cierpiący, należy bezzwłocznie zgłosić się do weterynarza. Dzień po zeszłorocznych świętach Bożego Narodzenia miałam w gabinecie owczarka niemieckiego, który postanowił skonsumować figurkę mędrca ze stajenki ustawionej pod choinką. Ot taki bożonarodzeniowy terrorysta! Właściciele psa będąc na Pasterce zapomnieli zamknąć podopiecznego, który wszystkich członków szopki potraktował, jak intruzów. Kiedy właściciele zorientowali się, że ich dekoracja świąteczna została zdewastowana, a wilczur zaczyna czuć się kiepsko, zdecydowali się odwiedzić mój gabinet zaraz po świętach. Zabieg chirurgiczny uratował zwierzaka, ale niestety nie mędrca....

 

Sweterek na zimę i krem do opalania latem

           Nie tylko puszyste futerko wymaga od nas szczególnej pielęgnacji i częstych zabiegów kosmetycznych. Lecznice weterynaryjne posiadają coraz częściej specjalistyczne urządzenia do dbania o „urodę” zarówno tych wystawowych osobników, jak i ukochanych stworzeń kanapowych. Takie zabiegi to moja, lekarza weterynarii, codzienność. Przyjemnością jest głaskanie takich podopiecznych, których futerko jest miękkie i lśniące, ale zdarza mi się ostatnio głaskać całkiem niefuterkowego psa. Regularnie odwiedza mój gabinet piesek meksykański, udekorowany bardziej medalami interchampiona, niż futrem, który leżąc wygląda trochę jak kot rasy Sfinks, tyle, że z psią mordką. W ostatnim roku nagie rasy stały się bardzo modne i popularne. Decydując się na psa nagiej rasy lub kota rasy Sfinks, warto pamiętać, że psie i kocie piękności bez futerka powinny być szczególnie chronione przed niesprzyjającymi warunkami atmosferycznymi ( upał, mróz, wilgoć). Wraz z jesiennym chłodem należy zadbać o odpowiednio ciepłe ubranie. W moim gabinecie polecam takie sweterki i kurteczki również tym małym rasom: Yorkshire, Pinczer, czy miniaturowy Terrier itp. Latem zaś w przypadku „nagich” ras warto pamiętać o kremach z filtrem UV...

 

Psie problemy z kamieniem nazębnym...

         Kiedy w dzisiejsze popołudnie lecznica na chwilkę opustoszała, do mojego gabinetu zgłosił się pan z przesłodkim White Terrierem o dźwięcznym imieniu Fibi. -Problem pieska to nieprzyjemny zapach z pyszczka- zakomunikował młodzieniec już w drzwiach – ona uwielbia dawać buziaka, ale od jakiegoś czasu zapach mnie odrzuca! Diagnoza w takich przypadkach nieświeżego oddechu jest zwykle błyskawiczna...Kamień nazębny! To niestety bardzo częsty problem zwierząt. Przetworzony pokarm, jaki otrzymują sprawia, że na ząbkach pojawia się osad i kamień, a wraz z nim bakterie, które właśnie rozpoznajemy po bardzo nieprzyjemnym zapachu z „szczekaczki”. Bakterie te są bardzo niebezpieczne dla zdrowia pieska. Wpływają niekorzystnie na układ pokarmowy, ale mogą też uszkodzić serce i nerki zwierzaka. Jest to niestety problem niewłaściwej higieny wszystkich psich i kocich ras. Zapobiegać mu możemy w bardzo prosty sposób. Zabieg, jaki wykonuję w moim gabinecie bezboleśnie dentystycznym skalerem trawa około godziny. Jest całkowicie bezpieczny dla zwierzaka. Niestety wbrew reklamom pokazywanym w telewizji, ani sztuczne szczęki, ani też pojawiające się na rynku produkty, oczyszczające psie ząbki nie są tak skuteczne, jak regularna kosmetyka dentystyczna, wykonana przez lekarza weterynarii.

 

Pazury i szpony....

Kot, królik, pies, czy inne zwierze domowe zwykle posiada pazury i nie jest to żadne kosmopolityczne odkrycie... Rosną one podobnie, jak u człowieka. Zwierzęta naturalnie ścierają je drapiąc twarde przedmioty... I tu rodzi się problem. O ile w naturalnym środowisku koty skacząc po drzewach ścierają sobie rosnące pazurki, o tyle w domu mogą robić to przykładowo na.... drogich meblach. Kosmetyczne skracanie pazurów można wykonywać samodzielnie za pomocą gilotynki w dobrze oświetlonym miejscu, gdzie z łatwością odróżnimy ukrwione części miazgi twórczej od części zrogowaciałej. Teoretycznie jest to zabieg łatwy w praktyce lepiej powierzyć go profesjonalistom. Zbyt głębokie przycięcie paznokci może wywołać ogromne cierpienie oraz krwawienie mocno unerwionej części pazurka. Zdarza mi się uczyć początkujących hodowców tego zabiegu w czasie wizyt profilaktycznych. Po jakimś czasie mogą oni sami dokonywać takiej kosmetyki w domu. Podobnie należy skracać szpony ptakom hodowanym w domach, gdyż wypuszczane w pomieszczeniach mogą zaplątać się tekstylne dekoracje. Takie wypadki często skutkują ciężkim kalectwem ptaka. Nie warto więc ryzykować, tym bardziej, że skracanie pazurów, czy szponów kosztuje niewiele.

 

Udana gastropeksja...

          Ostre przypadki, nawet te najmniej rokujące są dla mnie zawsze ogromnym wyzwaniem. Wielokrotnie takich sytuacji można uniknąć stosując się do pewnych zasad. Dzisiejszy pacjent został powierzony mojej opiece, dosłownie w ostatniej chwili. Jego dolegliwości i cierpienie wskazywały na skręt żołądka. U psów, bez względu na rasę, może zdarzyć się z kilku przyczyn. Po pierwsze przez złe nawyki żywieniowe oraz zmuszanie zwierzęcia do nadmiernego wysiłku zaraz po posiłku. Po drugie niespokojne jedzenie, szybkie i łapczywe połykanie oraz niewygodna pozycja. Skręt żołdaka może się pojawić zarówno u psów młodych, jak i starszych, dużych i małych. W pierwszych minutach od zdiagnozowania skrętu żołądka należy ustabilizować wszystkie funkcje życiowe zwierzęcia przed zabiegiem chirurgicznym. Drugim etapem jest gastropeksja. Zabieg chirurgiczny z otwarciem jamy brzusznej, polegający na przywróceniu żołądka i śledziony do właściwego ułożenia lub resekcji tkanek martwych oraz przytwierdzeniu ściany żołądka do jamy brzusznej. Ważna jest też opieka pooperacyjna. Psa, którego udało mi się uratować dzisiaj mam jeszcze pod swoją opieką w lecznicy, ale już za parę dni trafi do domu, gdzie właściciel będzie musiał kontynuować podawanie leków. W przypadku ostrego skrętu żołądka zawsze lepiej i prościej zapobiegać jest niż leczyć, dlatego zachęcam do właściwej dietetyki i konsultacji z lekarzem weterynarii..

 

Szczekający kaszel i robaki.

         Nic tak nie poprawia humoru w poniedziałek z rana, jak objęcie łapkami za szyję. Ot, taka kocia miłość jest bardzo motywująca, zwłaszcza, kiedy w poczekalni czeka na mnie kolejka pacjentów. Po serii szczepień i konsultacji przyszła do mojego gabinetu pani z kotkiem, który pokasływał. - To taki krótki, „szczekający kaszelek”- określiła objawy właścicielka dachowca. Po badaniach, gdzie osłuchowo kot był zdrowy, przeprowadziłam delikatne padanie brzuszka i wszystko było jasne... Kot ma robale, musimy go odrobaczyć!- zakomunikowałam zaskoczonej diagnozą kobiecie. Objawem zarobaczenia zwierząt może być właśnie krótki, „szczekający” kaszel. Wystarczy tylko odpowiednio zadbać o odrobaczenie i kaszel mija. Regularnie odrobaczać należy zwierzęta wychodzące, jak i domowe, w szczególności jeśli mieszkają z małymi dziećmi. Raz na 3 miesiące należy zaaplikować zaleconą przez weterynarza dawkę leku. Jeśli nie jest możliwe przywiezienie zwierzaka do gabinetu weterynaryjnego można aplikować ją samodzielnie. Wystarczy tylko zjawić się u weterynarza i znać przybliżoną wagę psa lub kota. Koty ważymy w bardzo prosty sposób: bierzemy kota na ręce i wchodzimy na wagę łazienkową. Potem ważymy się bez kota i wynik odejmujemy. Różnicę stanowi masa kota :) Analogicznie można to zrobić z niewielkim psem. Każdy gabinet weterynaryjny wyposażony jest w wagę, więc przy okazji badań profilaktycznych można też ważyć zwierzaka.

 

Sterylizować, czy nie sterylizować?

          Dyskusji na temat sterylizacji jest wiele. Właściciele nie chcą operować suczek, z „uczuciowych” względów, ale taki zabieg to nie tylko pozbycie się kłopotu z cieczką, a dbałość o zdrowie swojego psa. Jeśli nie planujemy szczeniąt, a suczka nie przekroczyła 5 roku życia warto zastanowić się nad korzyściami, płynącymi z zabiegu sterylizacji. Przy rezygnacji ze sterylizacji należy pamiętać, że zwierzęta te zagrożone są wieloma niebezpiecznymi chorobami. Pierwszym i często źle rokującym schorzeniem suk niesterylizowanych jest Ropomacicze, które zbyt późno zdiagnozowane może bezpośrednio zagrażać życiu zwierzęcia. Drugim- równie niebezpiecznym są guzy listwy mlecznej, czyli nowotwór gruczołu mlekowego, który może dawać przerzuty na inne narządy i w rezultacie prowadzić do śmierci psa. W swoim gabinecie ze strony właścicieli suczek słyszę zwykle: „przecież psa boli”, „po operacji będzie cierpieć”, „a może lepiej podawać leki antykoncepcyjne?”. Moja odpowiedź zawsze jest taka sama - Pies otrzyma leki przeciwbólowe, rekonwalescencja po zabiegu jest bardzo krótka, a udowodnionych naukowo zdrowotnych korzyści ze sterylizacji jest bardzo wiele.

 

Cuchnąca sprawa i kij w ucho

          Dziś jakimś fatum wśród moich pacjentów były uszy. Pierwszym przypadkiem był Spanielek, który pojawił się ze swoim Panem z samego rana. Właścicel oznajmił, że pies się drapie z lewej strony, potrząsa głową, z uszu wypływa mu coś przypominającego fusy z kawy, a przy tym strasznie cuchnie. Faktycznie zapach objawił się od razu, kiedy tylko podniosłam psie ucho. Za pomocą wziernika zajrzałam do środka małżowiny i moim oczom ukazała się dosyć pokaźna hodowla roztoczy- pospolitych pasożytów usznych u zwierząt. Usuwanie tego „zjawiska” nie jest trudne. Należy tylko zalecone krople podawać do uszu zgodnie z instrukcją weterynarza. Drugim dziś przypadkiem był pies, któremu stworzył się silny stan zapalny wywołany ciałem obcym, a mianowicie kawałkiem patyka, który utkwił dosyć głęboko. Leczenie nie obyło się bez zabiegu usuwania zdrewniałego patyka i kuracji antybiotykowej. Wieczorem natomiast pojawił się pacjent z krwiakiem małżowiny usznej. Najprawdopodobniej ta przypadłość była skutkiem całkiem niewinnej szczenięcej zabawy z rodzeństwem. Ucho spuchło, a maluch stał się strasznie podenerwowany. Choroby uszu nieleczone mogą prowadzić do bardzo poważnych skutków, a w szczególności głuchoty. Kontrola uszu powinna być regularnie przeprowadzana w domu lub przez lekarza weterynarii. Należy zapamiętać, że zdrowe ucho jest jasno różowe z minimalną ilością woskowiny, nie cuchnie, a zwierzak nie przejawia odruchów obronnych w związku z głaskaniem w tej okolicy.

 

Powracający problem jak bumerang

           Nawracające choroby psów, kotów, czy zwierząt hodowlanych, mają zgoła bardzo prozaiczną przyczynę, którą jestem w stanie rozpoznać zadając jedno pytanie:- Czy leki ostatnio zapisane były podawane zgodnie z zaleceniami? I tu zaczyna się seria usprawiedliwień: Po pierwsze, pies poczuł się lepiej na drugi dzień, więc zmniejszyłem dawkę, po drugie objawy ustąpiły, więc po co miałem truć zwierzaka...etc. Niestety, jeśli leki nie są podawane zgodnie z moimi wskazówkami, właściciel pomija dawki lub zaprzestaje leczenia po ustąpieniu objawów, prawie każda choroba powróci do zwierzaka w niedalekim czasie, w dodatku ze zdwojoną siłą. Dziś po raz kolejny zetknęłam się z powracającym kocim katarem, który przez zaniechanie poprzedniego leczenia nie rokuje zbyt dobrze. I nie jest to wcale wina poprzedniego lekarza weterynarii, który wcześniej leczył kota, co usiłował mi wmówić właściciel, lecz odstawienia antybiotyku po ustąpieniu objawów choroby. Moi mili właściciele czworonogów, ja daję odliczoną ilość tabletek antybiotyku i proszę o pojawienie się na wizycie kontrolnej ponieważ chcę, aby zwierzę było całkowicie wyleczone i aby za miesiąc nie musieli Państwo odwiedzać mnie z tym samym problemem. Nieleczone do końca choroby są jak bumerang, niestety powracają i o tym trzeba pamiętać podając leki.

 

O rany kot siwieje !!!

      Zdrowe i zadbane futerko błyszczy, jest miękkie i nie wypada, poza okresowym linieniem. Wystarczy je szczotkować, stosować odpowiednie kosmetyki i oczywiście odpowiednio odżywiać pupila. Jeśli zwierzę nagle zaczyna je tracić, jest ono matowe i nieprzyjemne w dotyku, znaczy że zwierzakowi coś dolega. Już miałam zamykać gabinet, kiedy w drzwiach pojawiła się pani z transporterem dla kota. Postanowiłam przyjąć ostatniego pacjenta. Pani zanim wyjęła kota powiedziała przerażonym głosem - Ona ma zaledwie trzy miesiące i siwieje! Była czarna, czarniuteńka a teraz??? No rzeczywiście rzekłabym szpakowata, albo jak to mówią sól i pieprz. Na brzuszku i łebku trochę bardziej, ale kiedy przeczesałam dłonią pod włos kota, siwe włoski wyrastały już wszędzie. Właścicielka miała przerażony wzrok – Jest chora? Na szczęście w tym przypadku mogłam tylko powiedzieć – Nie, będzie miała śliczne dymne futerko. Najprawdopodobniej ma jakieś geny rasowego kota. Nie myliłam się! Dziś widziałam kotkę Zuzę ponownie na szczepieniu. Muszę przyznać, jak na dachowca z dymnym futerkiem wygląda bardzo rasowo :) Jeśli jednak wygląd futerka niepokoi właściciela, powinien skonsultować się z lekarzem weterynarii.

 

Jeśli dziś jest czwartek, to mamy dzień seniora

      Akcje darmowych badań i konsultacji są genialnym rozwiązanie dla profilaktyki zdrowia nie tylko w przypadku człowieka, ale także zwierząt. W naszym gabinecie czwartek jest dniem seniora, czyli darmowych wizyt dla psów powyżej 8 roku życia. Cieszę się, że taka akcja została wprowadzona, bo właśnie dziś okazało się, że dzięki niej być może uratowałam pewnemu labradorowi życie. Właściciel zakomunikował, że niespełna 9-letni Roko od jakiegoś czasu go nie słucha. Kiedyś przybiegał na komendę, dziś mało nie wpadł pod nadjeżdżający samochód na własnym podwórku. Moja diagnoza po krótkim badaniu to- głuchota! Starzejący się pies bardzo często traci słuch, a co za tym idzie czujność. Często głuchota postępuje bardzo gwałtownie i pies w krótkim czasie przestaje całkowicie słyszeć. W związku z tym nie reaguje na wołanie właściciela, nie słyszy silnika samochodu, nie docierają do niego hałasy, które powinny go ostrzec przed niebezpieczeństwem. Na psa z postępująca głuchotą należy uważać o wiele bardziej, niż kiedykolwiek. Nie spuszczajmy go ze smyczy w czasie spaceru, zamykajmy go kiedy spodziewamy się zmotoryzowanych gości, wjeżdżających na podwórko i nie karćmy go kiedy wydaje nam się, że jest nieposłuszny! On po prostu nas nie słyszy!

 

Cierń w łapę.

      Wydaje się, że las to najodpowiedniejsze miejsce do spacerów z psem. Owszem, potwierdzam zarówno pies i jego przyjaciel Pan w lesie się zrelaksują, ale i tam mogą czyhać na tych dwoje różne, mniejsze i większe niebezpieczeństwa. Do takich należą krzewy malin, jeżyn itp. Przekonał się o tym wczorajszego ranka przeuroczy Seterek, który w pewnym momencie zaczął utykać na przednią łapkę. Właściciel postanowił zawrócić ze spaceru, ale zanim jeszcze dotarł do domu pies już skakał na 3 łapach, oszczędzając całkowicie tę chorą. Kiedy starszy pan przyniósł mi dosyć duże psisko na rękach oznajmił, że pies chyba złamał łapę. Sprawdziłam dokładnie, ale zarówno kości, jak i ścięgna były całe. Pacjent pozwalał mi nimi poruszać, bez oznak bólu, a mimo to nie chciał stać na chorej łapie. Kiedy wzięłam szkło powiększające i obejrzałam poduszeczki jego łapki, znalazłam niewielką rankę, która świadczyła o tym, że psu wbił się cierń. Ledwo widoczne ciało obce wywoływało bardzo mocny ból, dlatego musiałam jak najszybciej je usunąć. Jeśli kot lub pies utyka albo wyraźnie oszczędza bolącą kończynę należy sprawdzić czy nie wbiło się mu coś ostrego. Nawet jeśli wydaje nam się, że sami możemy usunąć sprawcę bólu, nie praktykujmy tego na swoim pupilu, oddajmy go w ręce fachowca, gdyż nawet niewielka rana może być dodatkowo zainfekowana. Lekarz weterynarii, ma do tego odpowiednie narzędzia i wie jak zaopatrzyć bolące miejsce.

 

Wątpliwy ratunek

       Po dzisiejszym doświadczeniu myślę, że współczesna edukacja szkolna nie uświadamia pewnych spraw, związanych z ochroną gatunkową zwierząt, młodym ludziom. Dowodem tego była dziś nastolatka, która położyła na stole w moim gabinecie popularną w Polsce, ale chronioną jaszczurkę Zwinkę. Oznajmiła, że kilka dni temu kot wypluł niebogę pod jej drzwiami, więc postanowiła przygarnąć zwierzątko, tłumacząc, że przecież za oknem już prawie zima. Zwierzątko jednak wcale nie chciało się zaaklimatyzować w pięknie urządzonym terrarium, a skóra maleńkiej jaszczurki zaczęła się łuszczyć. Dziewczyna postanowiła pokazać znalezisko mnie. Zapytałam, czy słyszała o ochronie gatunkowej zwierząt w Polsce i że Zwinki jej podlegają. Potwierdziła i dodała, że właśnie chciała ją chronić. Zwierzęta dziko żyjące w naszych lasach są przystosowane fizjologicznie do temperatury naszego klimatu i wiele z nich zapada w sen zimowy, aby przetrwać okres bez pożywienia. Nie wolno ich zabierać do domu, bo skazujemy je na pewną śmierć. Możemy jedynie w porozumieniu z Towarzystwem Opieki nad Zwierzętami zaoferować swoją pomoc w dokarmianiu niezasypiających gatunków. A tak pół żartem pół serio...Zastanawiam się czy empatyczna nastolatka zabrałaby do domu dzika, gdyby jej kot go zdołał pochwycić i wypluć ???:)

 

Lepiej zapobiegać, niż liczyć na szczęśliwe zakończenie

      Choroby nowotworowe zwierząt, podobnie jak u ludzi mają różne oblicza. Są guzy łagodne (niezłośliwe mięśniaki i tłuszczaki), półzłośliwe ( nawracające nacieki) oraz złośliwe ( dające przerzuty np.: glejaki, białaczka) Muszę przyznać, że w mojej praktyce już od kilku lat zauważam, że liczba zachorowań na nowotwory wśród kotów i psów rośnie i warto nie bagatelizować nawet najdziwniejszych symptomów, jakie nagle wykazuje państwa pies, czy kot. Do najważniejszych objawów, które powinny niepokoić właścicieli i hodowców należą: nagła utrata wagi, guzki na skórze, kłopoty z oddawaniem moczu, krew w psich, czy kocich odchodach, znacznie powiększone węzły chłonne, utykanie podczas chodzenia, suchy kaszel, krwawienie z nosa, pyska, odbytu, genitaliów, czy też uporczywa biegunka. Najczęściej do mojego gabinetu z problemem objawów choroby nowotworowej zgłaszają się właściciele suk i psów niesterylizowanych. Leczenie polega na operacyjnym usunięciu guza oraz chemioterapii, o ile nie wykryję innych przerzutów. Niestety dziś właścicielom dziewięcioletniej suki rasy Husky nie mogłam zaproponować innego rozwiązania, niż tylko eutanazja, gdyż jej choroba nowotworowa była bardzo zaawansowana, a przerzuty zajęły obydwa płuca. Gdyby właściciele kilka lat temu dali się namówić weterynarzowi na sterylizację, dziś nie byłabym świadkiem tak strasznej traumy z powodu utraty ukochanego pieska.

 

Radykalne rozwiązania

      Zwierzaki, trafiające do mojego gabinetu prosto spod kół samochodów rokują bardzo różnie. Staram się jak najszybciej ocenić ich stan, aby uśmierzyć ból, czy skutecznie ratować życie. Czasami moje decyzje muszą być radykalne i pomimo szczerych chęci, muszę zakomunikować właścicielowi poszkodowanego w wypadku zwierzęcia, że konieczna będzie amputacja łapy, czy ogona. Zwykle wtedy rozpoczyna się seria pytań, związanych z przyszłym życiem pupila, któremu do poruszania się pozostaną tylko 3 kończyny, albo co do sprawności fizycznej kota, kiedy muszę amputować kawałek ogona lub jego całość. Wizja życia ze zwierzakiem z kikutem zamiast kończyny zwykle jest przerażająca. Zapewniam jednak, że zwierzę z amputowaną łapką lub ogonem potrafi po okresie rekonwalescencji przystosować się do swojej niepełnosprawności. Należy tylko zadbać o to, aby pupil był bezpieczny. Psa normalnie zabieramy na spacery, ale nie spuszczamy ze smyczy. Dbamy o to, aby niepełnosprawny zwierzak nie został zaatakowany przez inne psy. Nie zmuszamy psa do zwiększonego wysiłku fizycznego, pozwalamy mu nadawać tempo w chodzeniu. Po jakimś czasie nasz pupil sam będzie wchodził po schodach i oswoi się z kalectwem. Wiem to na pewno!

 

Harmonogram szczepień

      Wiosna przyszła! Miłość zwierząt kwitnie wokoło o czym możemy się przekonać słysząc pod domem kocie krzyki, czy oglądając wycieczki kilku psich adoratorów za jedną psią panną. Z tej miłości już za kilka tygodni na pewno pojawią się śliczne maleństwa, a co za tym idzie nowe obowiązki spadną na karki właścicieli. Planowane i wyczekiwane przez hodowców mioty będą z pewnością szczepione na pierwszej lub drugiej wizycie, zanim jeszcze trafią w ręce nowych właścicieli, a potem??? No właśnie.... Nowi opiekunowie wiedząc, że ich szczeniaczek został odrobaczony i zaszczepiony, a także przebadany przez lekarza weterynarii uznają zwykle, że to koniec wizyt. Błąd! Jedna szczepionka nie wystarczy, aby szczeniak wyrobił sobie właściwą odporność na choroby zakaźne. Aby szczepienie było skuteczne konieczne są co najmniej trzy dawki szczepionki podane w odpowiednim czasie oraz ponowne odrobaczenie. W naszej lecznicy taka pierwsza wizyta kontrolna jest zawsze darmowa! Warto z niej skorzystać z dwóch powodów: Po pierwsze ustalę harmonogram szczepień, doradzę w kwestiach diety, wychowania i pielęgnacji maluszka, a po drugie z największą przyjemnością poprzytulam nowego pacjenta :)

 

Coś tam rośnie

      Eutanazje zwierząt, zwłaszcza tych młodych, które są nieuleczalnie chore są dla mnie bardzo trudne mimo wieloletniej praktyki. Zwłaszcza ciężko mi usypiać zwierzęta chorujące przez zaniedbania swoich właścicieli. Suczka, której dziś podałam „ostatni zastrzyk” została zdiagnozowana przez właściciela dwa miesiące temu jako: „coś tam rośnie”! I właśnie to „coś” zostało zbagatelizowane. A gdy już urosło, to przerosło możliwości współczesnej weterynarii, a mnie nie pozostało nic innego jak skrócenie cierpień psa jedną dawką zastrzyku. Dziwne, niepokojące zmiany lub guzki powinny być natychmiast konsultowane z lekarzem weterynarii. Nie zawsze jest to zmiana nowotworowa i zazwyczaj można wyleczyć ją krótkim zabiegiem lub farmaceutykami. Nowotwory wcześnie wykryte w przypadku zwierząt są także uleczalne, dlatego nie warto bagatelizować zauważonych zmian naskórnych lub podskórnych. Zwłaszcza w przypadku podejrzanych zmian na sutkach należy jak najprędzej skonsultować się z weterynarzem. Oszczędzicie Państwo cierpienia swoim podopiecznym, rozpaczy sobie i mnie najtrudniejszych zawodowych decyzji o eutanazji.

 

Niebezpieczne kwiatki

          Zostaw kwiatka bestio!- ileż razy wołamy tak na swojego kota. Muszę przyznać, że mój własny podopieczny słyszy te słowa bardzo często. Mimo, że kiepska ze mnie ogrodniczka bardzo chętnie kupuje nowe roślinki do ogrodu. Ja się nimi zachwycam, a moje futrzaste stworzenie traktuje je, jak nowy obiekt do zabawy. Koty gryzą rośliny z bardzo różnych powodów. Trawa służy im do naturalnego oczyszczania dróg pokarmowych z kłaczków, podobnie jest w przypadku psów. Jednak czasami rośliny posiadają w sobie substancje zwane toksynami, które stanowią dla zwierząt duże zagrożenie. Jeśli w naszym domu lub ogrodzie rośnie: difenbachia, konwalia majowa amarylis kwiaty cebulowe, rabarbar, pokrzywa zwyczajna, bieluń dziędzierzawa, winobluszcz lub bluszcz, azalia bukszpan oleander cisy oraz rododendrony powinniśmy zwracać szczególną uwagę, aby koty nie obgryzały ich liści, gałązek, cebul lub owoców. Stanowią one zagrożenie dla zdrowia i życia naszych pupili i powinny być hodowane poza ich zasięgiem. Przekonałam się ostatnio, że nawet popularne storczyki Phalaenopsis wywołują odruch obronny u kotów, które nadgryzą mięsiste liście tej rośliny. Mój kocurek postanowił posmakować storczyka i okazało się, że już po nadgryzieniu liścia zaczął pienić się na potęgę. Nagły ślinotok i biała piana w pyszczku kota świadczy o reakcji obronnej na substancję, która dostała się do jego paszczy. Jeśli jesteśmy pewni, że roślina, która wywołała taki stan nie znajduje się w grupie trujących wystarczy tylko wypłukać pysio letnią wodą i uspokoić pupila. Jeśli kot połknął część rośliny zaliczanej do niebezpiecznych należy udać się do weterynarza.

 

Domowy szpital

        Kiedy oddaję opiekunowi psa po zabiegu zawsze próbuję wyjaśnić, jak powinna wyglądać rekonwalescencja i opieka w najbliższych dniach. I tu moje oczekiwania względem postępowania właścicieli są zasadne, aczkolwiek chyba nie do końca rozumiane. Zwierzę po przebytej operacji powinno być pod szczególnym nadzorem. Nie do pomyślenia jest zamykanie psa w kojcu, czy o zgrozo zapinanie go do łańcucha. Bez względu na wszystko zwierze powinno przebywać w „sterylnych” warunkach. Rany pooperacyjne goją się szybko, ale tylko wtedy gdy postępowanie właściciela jest odpowiedzialne. Stworzenie domowego szpitala dla dochodzącego do siebie po zabiegu psa lub kota nie wymaga specjalnych nakładów finansowych, ani też zatrudnienia personelu medycznego! Wystarczy czyste posłanie do snu, uwaga właściciela, która uniemożliwi pacjentowi lizanie rany, czy gryzienie oraz właściwa dieta i stały dostęp do wody. Pies po operacji zamknięty w kojcu połozy się na wilgotnej ziemi, ubłoci ranę, a tym samym może spowodować to stany zapalne i zakażenia, co narazi podopiecznego na ponowny zabieg... i ponowne cierpienie.

 

Przezorny pan - bezpieczny pies

        Właściciele psów, dbając o ich kondycję fizyczną bardzo często zabierają je poza miasto, gdzie ich podopieczni mogą się do woli wyhasać. Niestety w dużych aglomeracjach miejskich takich miejsc z dala od ulic i osiedli jest niewiele, albo nie ma ich wcale. Niestety zauważam, że ludziom całkowicie nie przeszkadza fakt, iż wypuszczają swojego pupila w miejscach, gdzie ruch pojazdów nie jest całkowicie wykluczony. Spacer po mało uczęszczanej drodze może zakończyć się źle albo dla psa, albo dla jego pana. Psów z reguły nie obowiązuje prawo cywilne i jeśli w czasie beztroskiej zabawy wyrządzą szkody odpowiedzialność za nie ponosi właściciel. I całe szczęście jeśli poza portfelem takiego „beztroskiego” pana nikt inny nie ucierpi. Niestety coraz częściej do mojej lecznicy trafiają ofiary potrącenia przez samochód nie z ulicy czy szosy, ale właśnie z dróg bocznych. Często kręte ulice dojazdowe są atrakcyjne dla lubiących szaleć kierowców, a w tym przypadku starcie psa z pojazdem może mieć tragiczne konsekwencje. Dlatego wybierajmy dla swoich podopiecznych miejsca do biegania, gdzie samochód nie ma prawa się pojawić. Miejmy w polu widzenia aktywne zwierzę i w razie niebezpieczeństwa zadbajmy, aby ani jemu, ani też w otoczeniu nikomu nic się nie stało. Jeśli nie mamy pewności co do posłuszeństwa naszego podopiecznego zaoferujmy mu wspólne bieganie na smyczy.

 

O jadowita żmijo!

            Polskie lasy i rezerwaty przyrody są piękne i o wiele bezpieczniejsze od tych tropikalnych, pod względem groźnych zwierząt, tam żyjących. Jednak możemy tam spotkać jadowitą żmiję. Zabierając psa na wspólną wyprawę do lasu, zwłaszcza w rejonach górskich, w rejonach rezerwatów nie spuszczajmy go ze smyczy, ponieważ może on wpaść na wygrzewającą się w słońcu żmiję zygzakowatą. Podobnie, jeśli mieszkamy w sąsiedztwie lasów i zagajników, z dala od wielkich aglomeracji miejskich koty wychodzące są narażone na ukąszenie przez ową żmiję. Objawami ukąszenia przez jadowitego gada są: drżenie, wymioty, niemożliwość utrzymania się na nogach, ślinotok, rozszerzone źrenice, przyspieszone tętno. Pierwszej pomocy zwierzęciu należy udzielić niezwłocznie. Ograniczmy ruchy podopiecznego! Nie nacinamy widocznego miejsca ukąszenia, nie wysysamy jadu. Jeśli zwierzę zostało ukąszone w jedną z kończyn utrzymujemy ją poniżej poziomu serca, przykładamy worek z lodem, kończynę owijamy ciasno bandażem i udajemy się natychmiast do najbliższego gabinetu weterynaryjnego. W całej mojej karierze miałam do czynienia tylko z jednym takim przypadkiem, ponieważ w moim miejscu zamieszkania żmije zygzakowate należą do rzadkości. Natomiast wiem, że w regionach pasm górskich moi koledzy po fachu o wiele częściej ratują swoich pacjentów w takich sytuacjach.

 

Przed podaniem leku skonsultuj się z lekarzem

            Owszem ja i mój kot, czy Państwa pies jesteśmy ssakami i nasze organizmy mają raczej podobną budowę komórek, a nawet zwierzęta często zapadają na podobne choroby, jednak „ludzkie” farmaceutyki nie zawsze są odpowiednie dla nich. Muszę przyznać, że kiedy opiekunowie moich pacjentów przyznają się do podawania swoich leków lub suplementów diety pupilom włos jeży mi się na głowie. Nie dosyć, że w otoczeniu naszych podopiecznych z reguły znajdują się powszechnie stosowane trucizny, to ludzie bezwiednie podają swoim pupilom stosowane przez siebie leki, które mogą powodować u zwierząt silne zatrucia. Popularna aspiryna, którą właściciele często stosują przeciwbólowo jest trucizną dla kociego organizmu, łatwo ją przedawkować, a co za tym idzie „leczenie” zakończyć śmiercią zwierzęcia. Bardzo groźne dla małych zwierząt są też leki przeciwdepresyjne, wydawane przez specjalistę na receptę. Podanie niektórych leków uspokajających może spowodować ciężką arytmię serca i zgon. Jeśli podopieczny wymaga szybkiej reakcji i podania leku przeciwbólowego opiekun powinien skonsultować się z weterynarzem przynajmniej telefonicznie. Porada telefoniczna nic nie kosztuje, a ja w miarę możliwości chętnie odpowiem na wszystkie pytania, nawet te, które wydają się pozornie błahe.

 

Ratunku ja tonę

            Dzisiejsze popołudnie utwierdziło mnie w tym, że koty, chociaż mają wrodzony strach przed wodą i trzymają się od niej jak najdalej, mogą stać się ofiarami utonięcia. Widok przemokniętego do szpiku kości kociaka skłonił mnie do pewnej refleksji. Otóż, mimo że koty boją się wody i ognia to ich pęd do zabawy może skończyć się tragicznie. Bieganie za motylkiem, muchą bądź innym ruchomym celem może całkowicie odwrócić ich uwagę od tego, gdzie aktualnie stawiają swoje łapki. Mój mały pacjent usiłując dziś w locie złapać nieokreślonego owada wpadł do basenu. Miał wiele szczęścia, że stało się to prawie na oczach właściciela. Kot z natury nie jest pływakiem, a mały kilkutygodniowy kociak, dodatkowo pozbawiony jest instynktu samozachowawczego, za to posiada instynkt łowcy. Mój maleńki pacjent wpadając do wody po chwili zaczął tonąć. Ratunek dla takiego nieszczęśnika jest jeden, należy szybko wyciągnąć go z wody. Jeśli jest przytomny należy owinąć go ciepłym ręcznikiem i dogrzewać przez długi czas. Jeśli stracił przytomność i jest wiotki należy złapać go za tylne łapy na wysokości podudzia i trzymając głową w dół potrząsać delikatnie do chwili, aż woda wydostanie się z płuc na zewnątrz. Mojemu pacjentowi na szczęście właściwie udzielono pomocy i będzie żył. Opiekun zaś obiecał, że pomyśli o zabezpieczeniu basenu odpowiednią pokrywą. Kot w ferworze polowania jest w stanie wskoczyć wszędzie i chyba każdy koci opiekun zdążył się o tym przekonać. Mojego malucha rybki w oczku wodnym sąsiadów także prowokują do różnego rodzaju „dziwnych” zachowań i tylko czekać, aż przyniesie mi jedną na obiad.

 

Kot mi się wściekł

           Nagły atak agresji to powód do niezwłocznego kontaktu z lekarzem weterynarii w przypadku wszystkich zwierząt domowych. Koty niespodziewaną agresją reagują na silny ból np. w przypadku zatkania dróg moczowych, w gorączce, przy urazach głowy lub w kryzysie cukrzycowym. Kot mi wpadł w histerię- usłyszałam dziś w słuchawce telefonu- po prostu się wściekł- powiedziała opiekunka kilkuletniego kocurka. Niestety nie mogłam ot tak postawić diagnozy, dlatego poprosiłam, aby pani kota umieściła na chwilę w ciemnym i cichym miejscu. Jeśli kot nadal będzie prychać, warczeć, miauczeć poprosiłam o przybycie do gabinetu. Moi pacjenci często wydają z siebie dziwne dźwięki z wielu powodów, zwłaszcza okazując mi niezadowolenie podczas pomiaru temperatury ciała, ale nagły atak agresji u zwykle spokojnego zwierzęcia bez widocznej przyczyny powinien być powodem do niepokoju. Jeśli ograniczymy kotu bodźce zewnętrzne, które potęgują u niego agresję i zwierzę nadal wydaje się być wcieleniem lwa należy owinąć je ciasno kocem, aby nie zrobiło nam krzywdy i udać się do weterynarza. Na szczęście dziś okazało się, że mój niedoszły pacjent uspokoił się zamknięty w toalecie, a powód jego zdenerwowania stał za drzwiami i szczekał na klatce schodowej.

 

Psia wpadka

         Psy i koty w czasie rui wcale nie zastanawiają się ani nad antykoncepcją, ani też opinią właściciela na temat kolejnego niechcianego miotu. Ucieczka za „miłością” jest całkowicie normalna i kierowana hormonami. Zdarza się tak, że właściciel pomimo szczerych chęci nie potrafi upilnować swojej podopiecznej i po jakimś czasie przekonuje się, że ucieczka była co najmniej „skuteczna”. Ja, jako weterynarz w takim przypadku mogę zaoferować kilka rozwiązań nowoczesnej medycyny weterynaryjnej. Po pierwsze mogę usunąć chirurgicznie macicę zaraz po zakończeniu cieczki i nazywamy taki zabieg sterylizacją aborcyjną. Jest to proceder nieodwracalny i powoduje dożywotnią bezpłodność suki. Polecam taki zabieg właścicielom, którzy nie planują więcej miotów. W przypadku „wpadki” suki hodowlanej, której „głos serca” pozwolił popełnić gatunkowy mezalians, proponuję podać leki hormonalne z grupy estrogenów, które uniemożliwią przygotowanie ścian macicy do zagnieżdżenia się zarodków. Mogę też zastosować leki z grupy antygestagenów, które nie są hormonami, ale blokują receptory progesteronowe w macicy i gruczole sutkowym, powodując uniemożliwienie zagnieżdżenia się zarodków w macicy i utrzymania ciąży. Leki te podane we wczesnym stadium ciąży, zapobiegną jej implantacji w macicy, a podane w późniejszym stadium skutkować będą poronieniem. Warto pamiętać o tych możliwościach, aby w późniejszym czasie nie szukać mniej etycznych rozwiązań dla niechcianych szczeniąt.

 

Kot w ubraniu...

           Po każdym zabiegu operacyjnym, bez względu na jego inwazyjność i zaawansowanie zawsze gojące się rany zabezpieczam specjalnym ubrankiem. Jest ono o wiele lepsze od śmiesznego kołnierza, którego zwierzaki w potrzebie lizania się z łatwością potrafiły się pozbyć. Właściciele często nie do końca wiedzą czemu służy ubranko pooperacyjne i wydaje im się, że jest ono dla ich pupila niewygodne i męczące. Prawie każdego dnia muszę przynajmniej raz wyjaśniać w jakim celu założyłam pacjentowi kolorowe wdzianko. Po pierwsze chroni ranę przed przypadkowym zabrudzeniem, a co za tym idzie także zainfekowaniem jej i późniejszymi przykrymi konsekwencjami. Po drugie zabezpiecza ranę przed lizaniem i gryzieniem. Zszyta rana pooperacyjna, podobnie jak w przypadku człowieka, swędzi, ciągnie i sprawia, że pacjent czuje dyskomfort. Zwierzęta znają tylko jeden sposób na złagodzenie tych objawów, a mianowicie lizanie i przygryzanie strupka. Niestety w mojej karierze zdarzyło się nieraz, że właściciele, błędnie uznając kolorowe ubranko, zdejmowali je w trakcie spaceru, by piesek nie wyglądał śmiesznie, albo dochodzili do wniosku, że w domu pupil nie może się ubrudzić, a wdzianko jest takie niewygodne....Błąd! Drobnoustroje i bakterie wnoszone do przedpokoju na butach mogą nawet w najbardziej odkażonym domu zainfekować ranę. Również, kiedy pupil zniknie w swoim ulubionym kącie nie zawsze dostrzeżemy, że zajmuje się własną higieną i w ten sposób rozszarpuje ponownie ranę. Drodzy właściciele, Wasz kot i pies po zabiegu operacyjnym w ubranku są po prostu bezpieczni!

 

Starość nie radość...

             Każdy pupil prędzej czy później zacznie się starzeć... i nie chodzi mi wcale o metrykę urodzenia, ale o fizyczne i psychiczne samopoczucie. Tak jak ludzie, psy zaczynają z wiekiem zapadać na różnego rodzaju choroby związane z procesem starzenia ich organizmu. Najczęściej spotykanymi w mojej praktyce są choroby układu ruchowego. Właściciel przychodzi i narzeka, że pies się rozleniwił, że trudno mu się „pozbierać” do furtki. Nie wita już i nie skacze radośnie....ot starość nie radość... Kiedy pies zaczyna unikać ruchu, jego chód jest sztywny i jakby ociężały, chodzi powoli to może oznaczać, że w jego kościach i stawach pojawił się przewlekły stan zapalny. W tym przypadku lekarz weterynarii podaje stosowne leki przeciwzapalne i przeciwbólowe. I ostrzegam przed aplikowaniem staruszkowi leków „ludzkich”, które dostępne są bez recepty, gdyż są one dla zwierząt toksyczne!!! Do częstych chorób wieku starczego zwierząt zaliczamy :dyskopatię ( zwłaszcza jamniki, bassety), choroby wątroby i nerek, zaćmę, choroby nowotworowe, problemy kardiologiczne itp. Zalecam regularną kontrolę i wykonanie podstawowych badań laboratoryjnych wszystkim moim psim pacjentom w wieku powyżej 8 lat. Jest to z pewnością taki czas, kiedy pupil zaczyna dawać pierwsze oznaki „zmęczenia życiem”.

 

M jak długowieczny Maltańczyk

                 Coraz częściej w mojej pracy zdarza mi się, że mój gabinet odwiedza człowiek bez pacjenta....Można nawet powiedzieć, że dosłownie...Ludzie z ogromną świadomością pragną sprezentować swoim pociechom najbardziej odpowiedniego pupila. Przychodzą więc do mnie i pytają o charakter rasy psów i kotów lub kłopoty, jakie mogą im sprawić stworzenia małe i duże w domu. Najpopularniejszą rasą psów, jaką spotykam ostatnio w lecznicy oraz najpopularniejszą wśród zainteresowanych kupnem szczeniaka jest Maltańczyk. Mały, miły, wesoły piesek, którego mogę polecić wszystkim. Zarówno tym posiadającym duże, przestronne domy, jak i kawalerki w bloku. Jest to stworzenie idealne dla rodzin oraz singli. Pieski te są energiczne i ruchliwe, ale nie potrzebują bardzo aktywnych form ruchu. Są bardzo przywiązane do swoich opiekunów, łagodne i towarzyskie. W pielęgnacji jednak należy o nie dbać szczególnie. Ich skórę pokrywają piękne lśniące, białe włosy, które rosną i wymagają strzyżenia, mycia oraz szczotkowania. Na ich kondycję i wygląd szczególny wpływ ma także odpowiednio zbilansowana dieta. Psy te mają bardzo mocny genotyp, dlatego nie dosięgają ich choroby przypisywane do ras. Jedyne co mogę zalecać właścicielom Maltańczyków to regularne wizyty kontrolne, w celu usuwania kamienia nazębnego specjalistycznym sprzętem w mojej lecznicy. Będzie to zapobiegać psuciu się zębów i nieprzyjemnemu zapachowi z pyszczka.

 

Meszka- niebezpieczny krwiopijca

                   Nie tylko zwierzęta wychodzące i podwórkowe narażone są na ukąszenia popularnego ostatnio owada, jakim jest Meszka z gatunku Simulium, Prosimulium, Austrosimulium lub Cnephia. Ukąszony przez te owady kot lub pies ma bardzo widoczne objawy: rumień, guzy, obrzęk i stan zapalny skóry. Ukąszenie kota w łapkę może spowodować, że zwierzę przestanie nagle chodzić na tej kończynie i jest ona bardzo bolesna. Taki stan utrzymuje się nawet kilka dni. Ukąszenia są nie tylko bolesne, ale także niebezpieczne ze względu na przenoszone przez meszki choroby. Jeśli kot nagle utyka, puchnie, wyczuwamy na jego ciele niewielki ale bolesny guzek należy dosyć szybko skonsultować się z weterynarzem, aby podać mu stosowny antybiotyk. Można też chronić zwierzęta przed takimi niebezpiecznymi ukąszeniami stosując preparaty odstraszające owady. Dziś w mojej lecznicy spotkałam aż dwa takie przypadki ukąszenia przez meszkę. Pierwszym był kot, który leżąc obok właściciela na tarasie nagle okulał, a jego łapka stała się opuchnięta i twarda, zaś drugim był szczeniak labradora, którego meszka ukąsiła w pyszczek, co spowodowało gwałtowne problemy z oddychaniem. Wydawałoby się że niewielkich rozmiarów stwór podobny do odchudzonej muchy może narobić takich kłopotów. Jednak toksyna, jaką zawiera jego aparat gębowy posiada niesamowicie silne działanie.

 

Szczenię, prawie jak niemowlę

                    Biorąc do domu szczeniaka musimy pamiętać, że to tak naprawdę niemowlę, które nagle zostaje oderwane od mamy i mimo, że już dawno jest samodzielne to jego psychika podobna jest do psychiki ludzkiego niemowlaka. Po pierwsze wymaga nieustannej uwagi. Maluch z pewnością będzie chodził za swoim nowym opiekunem krok w krok. Im mniejszy szkrab, tym bardziej narażony jest na nieuważne przydepnięcie, uderzenie drzwiami lub inny uraz spowodowany nagłym jego pojawieniem się w miejscu niepożądanym. A pojawiać się maleństwo będzie wszędzie, byle tylko być przytulanym, ogrzewanym i dopieszczanym!!! Drugim aspektem, na który należy zwracać uwagę, jest pozostawianie małych przedmiotów w zasięgu wzroku maleństwa. Podobnie jak ludzki maluch, pies również będzie chciał „skosztować” nieidentyfikowanego obiektu, co może stać się nawet przyczyną jego uduszenia. Przyjęcie w domu, w którym jest szczeniak, oznacza nie tylko wielu chętnych do kochania i przytulania malucha, ale także stanowi wiele zagrożeń. Warto pomyśleć o bezpiecznym lokum dla malucha, w którym będzie mógł spać sobie spokojnie w czasie wizyty naszych gości. Nagłe pojawienie się malucha pod stołem, wokół którego zasiada mnóstwo ludzi może skutkować bolesny nadepnięciem, kopnięciem lub przygnieceniem, co może stać się urazem śmiertelnym dla takiego maleństwa. W moim gabinecie często uświadamiam nowych właścicieli o takich zagrożeniach. Zwykle opiekunowie przyznają, że nawet nie pomyśleliby jak niektóre codzienne sytuacje mogą być niebezpieczne dla małego szkraba.

 

Nieprzyjemna sprawa

           Biegunka u zwierząt nie musi być objawem choroby, ale nie oznacza to, że możemy ją bagatelizować. W ciężkim przebiegu biegunka może spowodować nawet śmiertelne odwodnienie. Jeśli zauważymy, że odchody naszego pupila są niezdrowe i w dodatku bardzo brzydko”pachną” należy zwierzę obserwować. Być może ma na to wpływ tylko zmiana karmy lub po prostu zwierzak zjadł coś nieświeżego. Wówczas wszystko szybko powinno się samo unormować. Jeśli jednak takie problemy zdarzają się często, warto zgłosić się do weterynarza na konsultację. Być może wystarczy tylko odrobaczyć podopiecznego, a problem natychmiast zniknie. W wielu przypadkach biegunka może oznaczać także poważną chorobę np. nowotwór. Dlatego nie warto zwlekać z odwiedzinami w gabinecie weterynaryjnym. Kilka razy w tygodniu mam do czynienia z biegunką u swoich małych pacjentów. Muszę przyznać, że właściciele błyskawicznie reagują. Być może ma na to wpływ fakt, że zapach z kuwety, czy bieganie z psem co pięć minut na podwórko jest bardzo nieprzyjemną sprawą dla samych opiekunów. Warto też przypomnieć, że im mniejsze zwierzę, tym szybciej biegunka może doprowadzić do jego odwodnienia, a co za tym idzie także śmierci.

 

Oczekiwanie nieoczekiwanego....

             Moja dzisiejsza pacjentka sprawiła swoim właścicielom ogromną niespodziankę. Przemiła suczka, która wielokrotnie przechodziła ciążę urojoną, a nawet urojone macierzyństwo, tym razem naprawdę była ciężarna. Luna była moją pacjentką od kilku lat. Podczas pierwszego przypadku jej dziwnego zachowania natychmiast zdiagnozowałam u niej ciążę urojoną, mimo że wszystko wskazywało na to że oczekuje ona potomstwa. Wystąpiły u niej wszelkie objawy, wskazujące że Luna przygotowuje się do porodu. Przestała jeść, pić, a w gruczołach mlekowych wyczuwalne było już mleko. Jednak badanie USG jednoznacznie wykluczyło jej „błogosławiony stan”. Poczucie zbliżającego się macierzyństwa sprawiło też, że Luna stała się agresywna i nerwowa. W jej przypadku musiałam podać zastrzyki blokujące wydzielanie prolaktyny, co pozwoliło Lunie na powrót do normalnego zachowania, chociaż suczka za wszelką cenę postanowiła zostać mamą i uznała za swoje dziecko pluszowego misia, znalezionego wśród zabawek. Miś był lizany, ogrzewany i noszony w pysku jak szczenię. Wczoraj objawy nastąpiły ponownie. Tym razem także wydawało mi się, że hormony Luny trochę się rozstroiły, jednak w czasie diagnostyki USG tym razem zobaczyłam w jej macicy żywego szczeniaka. Był to pojedynczy płód, dlatego Luna nie miała ogromnego brzucha i właściciele nie mogli nawet podejrzewać, że ich pupilka urządzi im taką niespodziankę.

 

Ważna profilaktyka od urodzenia

            Co też pani doktor mówi? Jak moje maleństwo, które jest tak troskliwie pielęgnowane przez własną mamę może być zarobaczone?- tak reagują właściciele kocich i psich niemowlaków na wieść, iż konieczne jest regularne odrobaczenie już w pierwszych tygodniach życia. Jeśli nie mamy pewności czy kotka karmiąca lub suka były odrobaczane to możemy być pewni, że maluch już posiada w przewodzie pokarmowym pasożyty. W przypadku szczeniąt zarażają się one nicieniami w okresie płodowym, zaś kocięta zarażane są glistą podczas ssania mleka swojej mamy. Ważne jest więc odrobaczenie w pierwszych tygodniach życia maluszka i ponowienie tego zabiegu po dwóch kolejnych tygodniach. Specjalne preparaty na odrobaczenie maja postać gęstej pasty, którą z łatwością można zaaplikować w domu samodzielnie. Jeśli chcemy zrobić to samemu, należy tylko zważyć maluszka, a każdy weterynarz przygotuje odpowiednią ilość do podania w małej strzykawce. Oczywiście pastę tę podajemy do pyszczka! Zdarzało mi się, że właściciele, widząc strzykawkę planowali zaaplikować lek podskórnie... Na szczęście w porę zorientowałam się jakie mają zamiary. Ot taka moja intuicja.... Należy także pamiętać, że pasożyty zwierząt mogą również u ludzi wywoływać wiele groźnych chorób. np toksokaroza. Dlatego tak ważne jest regularne odrobaczanie, jak i higiena.

 

Uff jak gorąco!

                   O groźnych upałach latem zwykle media informują w kontekście ludzi. Rzadko ktoś nagłaśnia sprawę psich problemów w czasie gorącego lata. Pies zamknięty w samochodzie w upalny dzień narażony jest na śmierć podobnie jak dziecko. Samochód wewnątrz już po kilku minutach nagrzany jest jak piekarnik i stanowi śmiertelna pułapkę. Pozostawienie psa w czasie podroży w nagrzewającym się samochodzie, kiedy właściciele udają się np. na obiad, jest skrajną nieodpowiedzialnością! Psy posiadają gruczoły potowe jedynie na poduszkach łap, które podczas upałów nie są wystarczające, aby ochłodzić organizm zwierzęcia, dlatego chłodzą się one poprzez ziajanie. Widząc zamkniętego w samochodzie psa w upalny dzień warto powiadomić o tym odpowiednie służby. Należy też pamiętać o stałym dostępie do wody zarówno w czasie podroży, jak i w domu. Woda powinna być świeża i schłodzona. Latem zwierzęta piją ją o wiele częściej niż zimą, dlatego warto często kontrolować stan miski swojego pupila. Psom podwórkowym warto zagwarantować sporą ilość miejsc zacienionych, gdzie będą mogły się chłodzić. W upały nie fundujmy naszym psom spacerów w samo południe i nie zmuszajmy ich do zbytniej aktywności.

 

Pozbyć się kagańca za wszelką cenę

           Dziś przekonałam się, że w mojej pracy leczenie zwierząt jest równie ważne, co uświadamianie ich właścicieli o właściwej pielęgnacji i opiece. Właściciel długowłosego owczarka niemieckiego zaprosił mnie na wizytę domową, tłumacząc, że nie posiada własnego środka lokomocji, a bez kagańca nie może ze swoim psem korzystać z komunikacji miejskiej. Kiedy przyjechałam pod wskazany adres szybko wyjaśniła się sprawa owego kagańca. Pies po założeniu na pysk kagańca rzucał się jak w amoku i usiłował łapami ze wszelkich sił go zerwać. Kaganiec był tak mały, że uciskał pysk psa sprawiając mu ból i nie pozwalał mu na swobodne ziajanie, co dla psa jest ogromnym dyskomfortem. Kiedy wytłumaczyłam właścicielowi owczarka dlaczego jego pies nie toleruje kagańca był bardzo owym faktem zdziwiony. Panu wydawało się, że kaganiec musi być takich rozmiarów, aby pies w żaden sposób nie mógł otworzyć paszczy. Właściciele psów powinni odpowiednio dopasować kaganiec do wielkości pyska i głowy pupila. Podobnie jest z dopasowaniem szelek i obroży. Wielokrotnie spotykam się z bardzo bolesnymi otarciami na ciele moich pacjentów, spowodowanymi właśnie zbyt ciasno zapinanymi paskami. Niedopuszczalne jest także stosowanie tzw kolczatki bez zdejmowania, lub zapinanie jej kiedy pies jest uwiązany do budy za pomocą łańcucha. Kolczatka natychmiast rani kark psa, a niezauważone rany łatwo infekują się i ropieją. Pilnowanie właściwych rozmiarów kagańca szelek i obroży jest szczególnie ważne w przypadku szczeniąt, które nieustannie rosną i wyrastają z tych akcesoriów niczym dzieci z butów.

 

Prawdy i mity w mojej lecznicy

            O tym, że na forach internetowych można znaleźć prawie wszystko w kwestiach życia ludzkiego i zwierzęcego było mi wiadomo od dawna. Jednak dziś przekonałam się o jakich zabobonach i mitach, dotyczących opieki nad zwierzętami można tam przeczytać. Ot, kiszona kapusta panaceum na prawie wszystkie choroby, łącznie z otyłością, według forumowiczów również odrobacza psy! Mój dzisiejszy pacjent, sporych rozmiarów Bursztyn rasy Golden Retriever nie był odrobaczany farmaceutykami, ponieważ jego właścicielka właśnie zgodnie z radami internetowego forum karmiła go kiszonką, błędnie sadząc, iż wszelkiego robactwa się pozbyła. Niestety poza tym, że Bursztyn był od kapusty wzdęty jak balon na odpuście, to robaki w jego przewodzie pokarmowym były nadal. Udało mi się przekonać jego panią do podania tabletek odrobaczających i wyjaśnić, czym grozi brak regularnego odrobaczania psa, przebywającego w mieszkaniu z małymi dziećmi. Otóż wydalane przez zarobaczone stworzenie jaja pasożytów mogą wywoływać bardzo groźne dla człowieka choroby. Najgroźniejszą dla ludzi chorobą pasożytniczą, jakiej można nabawić się od zarażonego psa jest Bąblowica. Zarażenie następuje poprzez spożycie wydalonych jaj tasiemca bąblowca. W organizmie człowieka larwy przekształcają się w różnej wielkości pęcherze, umiejscowione najczęściej w wątrobie. Dlatego warto regularnie odrobaczać specjalnymi preparatami, dostępnymi w gabinecie weterynarii zarówno psy, jak i koty.

 

Szczepić, nie szczepić?

          Oto jest pytanie! Ustawa zobowiązuje do regularnych szczepień psów przeciwko wściekliźnie, ale nie są to jedyne możliwe formy ochrony zwierząt przed chorobami zakaźnymi. Ile chorób, tyle szans na profilaktyczne szczepienia. W tej kwestii oczywiście zdania właścicieli są podzielone. Jako weterynarz mogę tylko doradzać i przestrzegać przed skutkami zaniechania szczepień lub w ostateczności ratować zwierzę, które już na taką chorobę zapadło. Kupując psa od hodowcy, zwykle otrzymujemy jego książeczkę zdrowia, w której oznaczono podane preparaty odrobaczające oraz pierwsze szczepienia. Jeśli takiej książeczki hodowca lub pierwszy właściciel nam nie przekazał, oznacza to, że zwierzę najprawdopodobniej nie było szczepione i należy to zrobić jak najprędzej. Najgroźniejszą z chorób zakaźnych jest Parwowiroza zwana psim tyfusem, która najczęściej dotyka szczenięta oraz młode osobniki. Nawet jeśli zwierzę jeszcze nie wychodzi na zewnątrz i właścicielowi wydaje się, że nie może ono niczym zarazić się w „pseudo septycznym” mieszkaniu, to wirusy wnoszone na butach, ubraniu, a nawet dłoniach mogą zakazić pupila tak samo, jak bezpośredni kontakt z chorym zwierzęciem. Parwowiroza atakuje jelita, a także serce i w przypadku najmłodszych szczeniąt kończy się zwykle gwałtowną śmiercią. Skutecznie można ochronić swojego podopiecznego stosując się do kalendarza szczepień. Już w 6 tygodniu życia można podać pierwszą dawkę szczepionki przeciwko Nosówce i Parwowirozie. Warto też pamiętać o szczepionkach przypominających. 3 Wędrująca inwazja.

 

Wędrująca inwazja.

              „Po moim króliku łazi łupież”- zakomunikowała dziś nastolatka, która zjawiła się w moim gabinecie ze ślicznym króliczkiem. Przejrzałam białe futerko, już jakby przerzedzone i zobaczyłam, że gryzoń został zaatakowany przez mikroskopijnej wielkości roztocza Cheyletiella. Inwazja tych pasożytów faktycznie przypomina wędrujący łupież i tak właśnie nazywa się potocznie. Okazało się, że króliczek był ze swoją właścicielką na wsi u rodziny, gdzie zwierzęta żyją sobie wolno trochę na podwórku, trochę w domu i ewidentnie były zarażone tym pasożytem. Zwierzęta z chorobami skóry bardzo często drapią się, dostrzec można miejscowe łysienie, a w przypadku kotów zaobserwować możemy częste wylizywanie futerka. Choroba ta może przenosić się także na ludzi powodując powstawanie drobnych, czerwonych, swędzących grudek lub pęcherzyków. Zmiany takie mogą pojawiać się w różnych okolicach ciała i zwykle utrzymują się na skórze przez 2 – 3 dni. Po rozdrapaniu, wykwity mogą ulegać wtórnemu zakażeniu bakteryjnemu. Zarówno w przypadku zwierząt, jak i ludzi diagnozę stawia się na podstawie mikroskopowego badania zeskrobiny z łuszczącego się miejsca. Leczenie polega na usunięciu roztoczy ze skóry i otoczenia zwierzęcia za pomocą specjalnych środków owadobójczych, zawierających siarkę. Królika wyleczyliśmy dosyć szybko, chociaż właścicielka musiała bardzo się napracować, aby zdezynfekować nie tylko klatkę pupila, ale też całe mieszkanie, po którym kicał.

 

Kłopoty z hormonami.

                O problemach endokrynologicznych ludzi słyszymy bardzo często, a kolejki do specjalistów tej dziedziny są bardzo długie. Zwierzęta również zapadają na choroby gruczołów dokrewnych. Takie schorzenia mają najczęściej przyczyny genetyczne lub mogą być przejawem nowotworów. W kolejce do mojego gabinetu ustawił się dziś niewielki pies o nieokreślonej rasie, coś pomiędzy biglem, a maltańczykiem koloru czarnego. No rzekłabym kudłaty kundelek.... Tyle tylko, że to jego bycie kudłatym już nie było takie oczywiste. Pies miał kilka wyłysiałych placków, kilka owrzodzeń, wręcz ropnych stanów zapalnych i był bardzo spokojny. Właścicielka znalazła biedactwo gdzieś błąkające się po osiedlu i z racji swojego wielkiego serca postanowiła zabrać psa do domu. Po wstępnych oględzinach wykluczyłam choroby zakaźne, było trochę pcheł do spacyfikowania i w wywiadzie pojawiły się też inne niepokojące objawy jak:apatia, senność, wrażliwość na zimno, i biegunka. Te objawy jasno wskazywały, że zwierzę jest chore i nie są to tylko pasożyty. Po wnikliwym badaniu postawiłam wstępną diagnozę- niedoczynność tarczycy. Badanie poziomu hormonów potwierdziło moje obawy. Pani mimo wszystko postanowiła adoptować i leczyć kundelka, więc rozpoczęłam kurację hormonalną. Podawany hormon tarczycy sprawi że pies odzyska ładny wygląd i wróci do zdrowia. Przez całkowity przypadek, nadałam też psu imię Biedactwo, ponieważ na było to pierwsze słowo, które wypowiedziałam na jego widok.

 

 

Skutki ataku Pchełki.

            Czasami zdarza mi się udzielać pierwszej pomocy zarówno zwierzętom, jak i ich opiekunom. Do mojego gabinetu przyszła dziś bardzo zdenerwowana kobieta, której spaniel został dotkliwie zaatakowany przez Pchełkę. I w tym przypadku zaatakowany jest właściwym słowem bo Pchełka, jak się potem okazało nie była mikroskopijnych rozmiarów, a raczej pochodną dobermana. Od małego szczeknięcia do krwawej bójki, w przypadku psów , niedaleka droga! Pani wpadła w panikę i chcąc ratować spaniela włożyła rękę pomiędzy walczące psy. Tym sposobem z ranami szarpanymi na sobie i pupilu trafiła do mnie. Opatrzyłam więc specyfikami ze swojej prywatnej apteczki rękę kobiety, a spanielowi założyłam tylko dwa szewki, bo rany nie były aż tak głębokie. Okazało się, że biegający po osiedlu pies ma właściciela, który jest znany poszkodowanej, tak więc nakazałam, aby udała się ona po zaświadczenie o szczepieniu Pchełki przeciwko wściekliźnie. Poinformowałam też, że jeśli właściciel”sprawcy” nie okaże takiego zaświadczenia będę musiała zastosować w przypadku poszkodowanego profilaktykę przeciw wściekliźnie. Oczywiście właścicielka powinna udać się także do swojego lekarza rodzinnego i zgłosić sprawę na Policji.

 

 

Nieproszeni goście futerkowi.

                  Nawet jeśli niezwykle dbamy o czystość i puszystość futer naszych domowych pupili, może okazać się, że zwierzę „nabyło” nieproszonego gościa w czasie spaceru. Pchły, wszy, wszoły, czy też kleszcze błyskawicznie dopadają nowego żywiciela i zamieszkują na jego grzbiecie. Taka inwazja zwykle może szybko się rozprzestrzenić. Wszystkie te pasożyty skóry są niezwykle uporczywe, ale też groźne dla zdrowia zwierzaka. Pchły psie są nosicielami tasiemca, ale mogą też wywoływać stany zapalne skóry. Chcąc pozbyć się pcheł musimy nie tylko zastosować specjalne preparaty owadobójcze w sprayu lub kroplach, ale także przeprowadzić kwarantannę na jego posłaniu i w domu. Taka dezynsekcja powinna polegać na dokładnym wypraniu wszystkich tekstylnych elementów mieszkania, na których przebywało zwierzę. Skuteczne jest także solidne odkurzanie i umycie podłóg, aby pchły całkowicie wyeliminować. Kleszcze są jeszcze bardziej niebezpiecznymi gośćmi, gdyż wywołują Boreliozę, o której tyle ostatnio słyszymy w mediach. Ponieważ bardzo wzrosła populacja tych ektopasożytów w ostatnich latach warto profilaktycznie zabezpieczać zarówno psy, jak i koty stosując ogólnie dostępne środki. Popularne obroże zabezpieczają zwierzę przed „atakiem” ze strony pasożytów skóry, ale o wiele lepsze są środki stosowane w kroplach i sprayach, które działają nawet do 3 miesięcy. Koty, które boją się wszelkiego rodzaju oprysku, mogą być zabezpieczane przed pchłami i kleszczami specjalnymi pudrami lub kroplami.

 

 

Mleczne bańki z nosa.

                    Do zaprzyjaźnionych hodowców z wielką radością jeżdżę na wizyty patronażowe do nowo narodzonych miotów. Zwykle są to tylko wizyty profilaktyczne, kiedy sprawdzam stan”położnicy” i jej maleństw. Niestety od czasu do czasu zdarza mi się odkrywać wady genetyczne szczeniąt lub kociąt. W zeszłym tygodniu byłam na takiej pierwszej wizycie kontrolnej u jednodniowych labradorów. Niestety jeden z maluchów od razu wzbudził mój niepokój, ponieważ wyglądał jakby ssanie sprawiało mu nie lada trudność. Hodowca potwierdził, że od początku maluszek mimo że chce pić to krztusi się mlekiem, a z nosa wypływa mu to co wypił. Badanie ogólne szybko rozjaśniło przyczyny problemu. Maleństwo urodziło się z rozszczepem podniebienia. Jest to dosyć częsta wada genetyczna w miotach. Szczeniaki rodzą się z niezrośniętym podniebieniem twardym i miękkim, dlatego nie potrafią prawidłowo ssać mleka. Mały labradorek od tamtej wizyty karmiony jest specjalną sondą do przełyku i jeżeli szybko przybierze na wadze, to już za dwa tygodnie będę mogła przeprowadzić zabieg zszycia podniebienia. Nie każdy oczekujący miotu właściciel musi wzywać weterynarza do porodu, czy wizyty patronażowej, ale warto od razu sprawdzić czy wszystkie maluchy są nakarmione i spokojnie śpią obok mamy. Jeśli któreś maleństwo puszcza mleczne bańki nosem lub widać, że jest niespokojne i „wiecznie głodne”, mimo że reszta jego rodzeństwa jest nakarmiona warto skonsultować się z lekarzem, bo rozszczep podniebienia nie jest wyrokiem.

 

Pierwszy spacer

                     Wydawać by się mogło, że pierwszy spacer ze szczeniakiem to sama radość i rozkosz. Podobnie jak w przypadku noworodka, tak samo nie od razu powinniśmy zabierać na dwór szczeniaka. Ja doradzam właścicielom odczekanie dwóch tygodni po cyklu szczepień ( 3 dawki), ponieważ dopiero wtedy jego odporność jest odpowiednia na pierwsze spotkanie z wirusami. Do pierwszego spaceru warto też przygotować psychicznie malucha. Oswajajmy go z obrożą lub szelkami, ponieważ akceptacja tych akcesoriów nie jest taka oczywista. Szczeniaki często natychmiast chcą się pozbyć założonego na szyi paska. Obroże można zakładać w domu, wydłużając stopniowo czas noszenia jej. Kiedy nasz pupil zaakceptuje obrożę albo szelki trzeba nauczyć go chodzenia na „uwięzi”. Warto odbyć z nim krótki spacer po mieszkaniu na smyczy. Jeśli szczeniak zapięty na smycz kładzie się na plecy, albo stoi jak wryty, należy odwrócić jego uwagę małą przekąską, psim ciasteczkiem albo zachęcić go do zabawy piszczącą zabawką. Jeśli pies przyzwyczai się do smyczy możemy wyjść z nim na pierwszy spacer. Rzadko kiedy pierwszy spacer jest taki jak go sobie wymarzy właściciel. Maluch może bać się otoczenia, chcieć być noszonym na rękach pana, albo skuli się i zastygnie w bezruchu. Dlatego należy spacery wydłużać w zależności od zachowania psa. Z czasem każde wyjście będzie dla niego przyjemnością.

 

Gryzonie i ich przypadłość

                      Aby zdrowym być gryzoniem trzeba ząbki mieć na medal- tak mówił nam profesor na zajęciach ze stomatologii. Niestety z tymi zębami królików, czy świnek morskich bywa różnie. Siekacze u gryzoni są zębami hypsodontycznymi i rosną nawet do 12 cm na rok! Przy prawidłowej diecie zęby powinny się ścierać, ale... Moim dzisiejszym pacjentem była śliczna i bardzo mądra Trusia, która od kilku dni nie chciała jeść swoich ulubionych przysmaków. Już na pierwszy rzut oka zauważyłam, że piękność ta miała problem z gryzieniem pokarmu przez przerośnięte zęby. Mała pacjentka jeszcze dbała o toaletę, ale większość królików z przerośniętymi siekaczami ma kłopot z pielęgnacją futerka i ślinotokiem. Problemy z gryzieniem pokarmu mogą wywołać też zaburzenia jelitowe, ponieważ zwierzęta te wymagają dostatecznej ilości pokarmu wysoko włóknistego. Zmniejszenie ilości włókna w diecie może prowadzić do zwolnienia pracy jelit, zalegania pokarmu w jelitach, zatkania przewodu pokarmowego. Trusia trafiła więc w moje ręce odpowiednio wcześnie, ale i tak musiałam znieczulić ją i wykonać badanie całej jamy ustnej, a przy okazji skróciłam jej zbyt długie szabelki z przodu. Warto pamiętać o regularnym badaniu zębów w przypadku królików, ponieważ przerastające zęby to także ogromne cierpienie dla zwierzaka. Zbyt długie zęby zwykle krzywią się i ranią język, policzki oraz mogą wywoływać stany zapalne.

 

Wciąż jeszcze zima, a on już grasuje

                Jeszcze gdzieniegdzie leży śnieg na polach, a już w swoim gabinecie przyjmuję czworonogi z przyssanymi do ich skóry kleszczami. W czasie mrozu pajęczaki te zimują w stanie hibernacji, jednak ciepłe zimy powodują, że ten pajęczy „sen zimowy” nie następuje lub trwa bardzo krótko. Wyjęcie takiego pasożyta nie stanowi większego problemu i wielu właścicieli potrafi to zrobić samodzielnie, jednak medialnie nagłaśniana borelioza, jako skutek ukąszenia przez kleszcza, zwykle przyprowadza właścicieli zwierząt do lecznicy. Borelioza nie pojawia się natychmiast po ukąszeniu przez kleszcza. Choroba ta rozwija się dopiero po kilku dniach, a nawet tygodniach. Początkowo objawami mogą być: zwykłe osłabienie, utrata apetytu i podwyższona temperatura. Są to symptomy, które mogą świadczyć w zasadzie o każdej rozpoczynającej się infekcji. Dopiero później pojawia się zapalenie stawów. Kulejący pies, który ma problemy ze wstawaniem może być zainfekowany boreliozą. Choroba ta jest uleczalna. Niestety leczenie trwa bardzo długo i jest kosztowne. Osobiście polecam profilaktykę boreliozy, czyli szczepienie, któremu mogę poddać zwierzęta już od 12 tygodnia życia. Inną formą zapobiegania boreliozie jest pryskanie lub kropienie specjalnymi preparatami zwalczającymi pasożyty skóry, w tym także kleszcze. Preparaty te działają ochronnie przez określony czas. Koszt szczepień, jak i preparatów jest o wiele niższy, niż leczenie boreliozy. A nosiciele tej choroby czają się wszędzie. Mitem jest, że kleszcze spotykać można tylko w lasach i parkach. Ich populacja jest tak duża, że obecnie panoszą się także na osiedlowym trawniku.

 

Czas na sterylizację

          Nadchodzi czas wiosennych amorów, które zwykle kończą się niechcianą niespodzianką w postaci kilku nowych pupili w domu. Schroniska dla zwierząt przepełnione są niechcianymi czworonogami. Za taki stan rzeczy z pewnością odpowiedzialni są właściciele, którzy nie potrafią zadbać o kontrolę rozmnażania swoich podopiecznych. Muszę przyznać, że właściciele psów i kotów częściej pytają mnie o to, jak pozbyć się niechcianego miotu, niż o formy weterynaryjnej antykoncepcji. Zwykle z problemem niechcianych szczeniąt zgłaszają się już kiedy maluchy są na świecie, a przecież w przypadku zwierząt dopuszcza się sterylizację aborcyjną. Często też pouczam właścicieli kotek i suk o tym, że niewysterylizowane zwierzęta są narażone na śmiertelne schorzenia takie jak: ropomacicze, guzy narządów rozrodczych oraz guzy listwy mlecznej (sutków).W przeciwieństwie do farmakologicznej antykoncepcji, która niesie spustoszenie w organizmie zwierzęcia, chirurgiczne usunięcie macicy wraz z przydatkami wpływa korzystnie na zdrowie. Jednak nie zawsze udaje mi się przekonać do tego zabiegu. Obecnie Lecznica, w której pracuję przystąpiła do Ogólnopolskiej Akcji Sterylizacji Psów i Kotów. Wiąże się to z obniżeniem kosztów tych zabiegów. Namawiam wszystkich posiadaczy zwierząt, którzy nie chcą rozmnażać swoich podopiecznych do skorzystania z tej akcji.

 

Samiec alfa to kwestia jednego zabiegu

                  Nie zawsze zachowania zwierząt mają związek ze złym charakterem. Często w przypadku samców sterują tym hormony. Typowymi zachowaniami płciowymi psów są: obsikiwanie wszystkiego, co wiąże się ze znaczeniem ich terytorium, agresja, ucieczki i włóczęgostwo. Moim dzisiejszym pacjentem był pewien samiec alfa rasy bulterier, który paraliżował strachem okolice swojego zamieszkania. Każda ucieczka tego osobnika, kończyła się dla jego właściciela wizytą straży miejskiej i mandatem. Pilnowanie psa spędzało już sen z powiek właścicielowi, dlatego postanowił poprosić mnie o uśpienie zwierzęcia. Zamiast tego zaproponowałam panu kastrację, która eliminuje właśnie typowe zachowania samców, wynikające z oddziaływania hormonów. Aby ten samiec alfa nie zdążył znowu zwiać zaproponowałam natychmiastową kwalifikację do zabiegu. Ilość kłopotów, jakie sprawiał Bul swojemu panu przeważyła o podjętej decyzji. Muszę przyznać, że propozycja kastracji w moim gabinecie, zwykle wywołuje pytanie : Czy on się nie wścieknie, kiedy obudzi się bez, wie Pani....Otóż nie- zwierzęcy popęd seksualny nie jest wywołany świadomością, ale hormonami. Pozbawiając samca narządów produkujących hormony, sprawiamy, że traci on zainteresowanie samicą, walką o jej względy z innymi samcami, posiadaniem własnego obsikanego terytorium. Po pytaniu o to, czy pies się nie obrazi za ten czyn, rodzi się zawsze drugie: czy będzie miał nadwagę? Tutaj właściwa dieta załatwia kwestię tycia kastratów. Więc, nie taki diabeł straszny....

 

 

Dieta cud na skórę i sierść.

                        Hodowcy i wystawcy rasowych psów i kotów o sierść swoich podopiecznych dbają wzorowo, wszak to walor oceniany w czasie konkursów kocich 
i psich piękności. Jednak z problemami matowiejącego futerka i nadmiernego wypadania włosów zgłaszają się także właściciele przydomowych
„burków”. Zarówno rasy długowłose, jak i krótkowłose wymagają właściwej pielęgnacji futerka oraz zbilansowanej diety. Na doskonałą kondycję
sierści oraz skóry zwierzęcia wpływ mają takie składniki w diecie jak:
biotyna, witamina A, witaminy z grupy B, PP oraz mikroelementy.
Pokarmy specjalnie produkowane dla zwierząt posiadają zbilansowane ilości wymaganych składników. Często w przypadku pojawiających się
problemów z okrywą włosową warto stosować dodatkowo specjalne suplementy dostępne u weterynarzy. Na forach internetowych czytałam ostatnio
że wystarczy podawać zwierzętom kurze jajka, a problemy z włosami znikną. Nic bardziej mylnego. Nie każde kłopoty z włosami to wynik niedoboru
makro i mikro elementów. Tylko weterynarz jest w stanie ocenić, czy kłopoty z wyglądem skóry i włosów nie są spowodowane chorobami, grzybicą
lub pasożytami. Dopiero po wykluczeniu innych przyczyn można zalecić stosowanie suplementów.

Indywidualista, jaśnie pan kot.

                      Media społecznościowe nawołują często do adopcji kotów w różnym wieku i stanie zdrowia. Ludzie wrażliwi, kierowani chęcią pomocy takim stworzeniom, 
bez namysłu chcą przygarnąć nieszczęśnika. Warto jednak przemyśleć taką decyzję. W gabinecie już nie pierwszy raz pojawił się człowiek, z kłopotem zamiast kota.
Kot nie potrafi się dostosować, ma własne nawyki, nie chce się bawić z dziećmi itp. - to najczęstsze problemy po adopcyjne. Koty to indywidualiści i stworzenia terytorialne.
Bardzo źle znoszą wszelkie przeprowadzki i trudno im zaufać człowiekowi, kiedy zostały skrzywdzone w przeszłości. Koty z traumą nie nadają się do domów pełnych dzieci.
Osobnikom z bagażem ciężkich doświadczeń łatwiej zapominać o krzywdach w spokojnym, cichym domu. Dla rodzin z dziećmi nadają się koty młode, które dopiero będą uczyć
się nawyków. Kocięta w wieku 12 tygodni z łatwością dostosują się do hałasu dziecięcych zabaw i wiecznego zamieszania. Koty starsze z życiowym bagażem po prostu nie będą
w stanie się przyzwyczaić do takich warunków. Walorem adopcji kota dorosłego jest to, że ma on już ukształtowany charakter, nawyki i „kulturę osobistą”. Już po kilku dnia pobytu
w nowym domu, starszy kot przywłaszczy sobie nowe terytorium, pod warunkiem że zagwarantujemy mu spokój.

Chory z tęsknoty.

                    Mówi się, że zwierzęta nie mają uczuć, że nie myślą abstrakcyjnie i konstruktywnie, a jednak czasami okazuje się, że okazują emocje. 
Do mojej lecznicy przyszła kobieta z bardzo
sympatycznym kundelkiem. Piesek nie był szczeniakiem, ale też nie był seniorem. Kiedy weszła z nim do
gabinetu w drzwiach stanęło przygnębienie. Smutek dosłownie wylewał się
z mordki. Pani szybko wyjaśniła, że to nie jest jej piesek. Bardzo chętnie
by go przygarnęła, ale wygląda jej na chorego, a ona ma w domu małe dziecko. Okazało się też, że pies był
własnością pewnego starszego pana, który
kilka dni temu zmarł, a rodzina psa po prostu wygoniła. Te słowa tłumaczyły widok psa, który po swojemu przezywał tragedię.
Nagle został bez domu
i właściciela. Zaproponowałam zbadanie psa. Tak, jak przypuszczałam był on zupełnie zdrowy i bardzo zadbany. Z pewnością starszy pan dobrze się
nim zajmował.
Pani ucieszyła się, ale zapytała: jak długo będzie taki przygnębiony? Cóż...tego nie jestem w stanie określić. Psią tęsknotę leczy czas i
miłość nowych opiekunów. Ten kundelek miał
dużo szczęścia. Bardzo często ludzie po śmierci właściciela psa lub kota oddają do schroniska,
nie próbując nawet szukać mu nowego domu.


Zabójcza technika.

         Dziś przyczyną śmierci mojej wieloletniej pacjentki była nowa technologia. Czarna kotka Sofia nie zachorowała, ale została do mnie przywieziona w stanie
agonalnym po tym, jak przygniotła ją automatyczna brama. Niestety nie było czego ratować. Pokiereszowany kręgosłup i zmiażdżone narządy wewnętrzne
oznaczają tylko jedno.... Ale mogę dziś przestrzec przed tym, by zwracali Państwo uwagę na te automatyczne sprzęty, które nie wydają warczących
(odstraszających) dźwięków, a mogą niespodziewanie „wejść w kolizję” ze zwierzakiem. O ile odkurzacz, nawet ten automatyczny nie zrobi zwierzętom
wielkiej krzywdy to automatyczna brama, czy furtka są śmiertelnym zagrożeniem. Owszem urządzenia te mają czujniki, są one jednak umieszczone na takiej
wysokości, że mogą wykrywać przeszkodę wyższą niż metr. Kot w kłębie ma zaledwie trzydzieści centymetrów, co oznacza, że czujka go „nie widzi”,
a brama nie zatrzyma się. Podobnie, jak w przypadku małych dzieci, producenci akcesoriów dla zwierząt myślą o ich bezpieczeństwie. Staram się mieć w
ofercie akcesoria chroniące domowych pupili przed zagrożeniami ze strony nowych technologii. Zawsze staram się doradzić, jak zabezpieczyć zwierzę przed
tragiczną śmiercią. Obecnie dostępne są w mojej przychodni nawet samochodowe pasy bezpieczeństwa, dostosowane do przewożenia psów różnej wielkości.
Myślę, że warto dbać o bezpieczeństwo każdego zwierzaka.

Problem z siusianiem.

Choroby układu moczowego są dosyć częstymi przypadłościami. Jedne rasy psów i kotów zapadają częściej na te schorzenia, inne rzadziej. Mogą to być zwykłe infekcje, które leczone antybiotykami, pozwalają na szybki powrót do zdrowia. Podobnie jak u człowieka zdarza się też u psów kamica moczowa. Właścicielka dosyć dużego psa już przy wejściu zakomunikowała, że pies ma problem urologiczny. Objawem miało być siusianie po kropelce, piszczenie psa podczas oddawania moczu oraz lizanie się w okolicach cewki moczowej. Sąsiadka poradziła tej pani podobno okłady z posiekanej cebuli, której sok zabija bakterie. Czyli zrozumiałam, że diagnoza sąsiedzka to zapalenie bakteryjne cewki moczowej. Mądra właścicielka zrezygnowała jednak z ludowych metod leczenia i postanowiła odwiedzić mój gabinet. Jak się okazało, to nie bakterie zaatakowały układ moczowy czworonoga, ale kamica. Kamień utknął w kości prącia ( koty i psy w przeciwieństwie do człowieka posiadają w prąciu kość) i spowodował niedrożność cewki moczowej, co wiązało się z problemami z oddawaniem moczu oraz z bólem. Przyczyną kryształów powstających w pęcherzu moczowym jest niewłaściwa dieta lub zaburzenia metaboliczne. Zdiagnozować przyczynę ich powstania można dopiero po usunięciu kamieni z dróg moczowych i oddaniu ich do badań laboratoryjnych. Analiza kamieni moczowych ułatwia terapię i skraca okres leczenia, a także zapobiega powstawaniu kolejnych kryształów. Obserwacja psa w czasie spaceru, zwłaszcza zachowań w chwili oddawania moczu, pozwala na szybką diagnozę schorzeń urologicznych.

 

Zwierzęta to nie ludzie!

         Chociaż właściciele bardzo często traktują swoich pupili, jak prawowitych członków rodziny to tak naprawdę zwierzę wymaga zarówno właściwej diety swojemu gatunkowi, jak i odpowiednich farmaceutyków w czasie choroby. Zdarzyło mi się spotkać już ludzi przyznających się do podawania psom dziecięcego syropu na kaszel. W przypadku psa kaszel to nie jest oznaka zwykłego przeziębienia. Jest to odruch obronny organizmu pobudzony pod wpływem bodźców mechanicznych lub chemicznych. Pojawia się nie tylko w przebiegu schorzeń układu oddechowego, ale także może oznaczać choroby układu krążenia. Usuwa on substancje podrażniające krtań i tchawicę. Kaszel suchy występuje w przebiegu chorób górnych dróg oddechowych, głównie tchawicy (np. ostre zapalenie tchawicy i oskrzeli). Kaszel „szczekający”zwykle oznacza zapaść tchawicy lub ciało obce tkwiące w oskrzelach. Kaszel cichy, przypominający prychanie, świadczy o zajęciu chorobą dolnych dróg oddechowych. Może też być objawem pasożytów przewodu pokarmowego, zwłaszcza tasiemca. Każdy kaszel warto konsultować z lekarzem weterynarii, by skutecznie diagnozować jego przyczyny.

 

Po sąsiedzku.

Na drzwiach domu nie posiadam tabliczki informującej, że jestem weterynarzem, a mimo to nawet nowo przybyli osadnicy natychmiast dowiadują
się
czym się zajmuję. Dziś zostałam zaproszona na sąsiedzką kawę. W drzwiach powitał mnie najpierw maltańczyk, a zaraz za nim przecudny kot rasy Radgoll,
który natychmiast wskoczył mi na kolana, kiedy tylko przykucnęłam, by zdjąć buty. Wyczuły, że to pani doktor nas odwiedziła- usłyszałam od najmłodszejcórki sąsiadów.
Pomyślałam, że pewnie ta zaproszona kawa dotyczy zwierzaka, ale ani pies, ani kot nie wyglądały, jakby potrzebowały pomocy.
Natomiast
królik, który nie wyszedł mi na powitanie od razu, ale doskoczył do reszty domowników w kuchni, miał najwidoczniej coś z oczami, bo wyglądał
niczym
pijany zając w kapuście. Z wywiadu wynikało, że ropny wyciek z oczu pojawił się tuż po przeprowadzce. W lewym oku utworzyła się dosyć duża
skorupa
zaschniętej wydzieliny. Powieki były lekko obrzmiałe, a królik kicał raz chwiejąc się na lewo, raz na prawo- stąd też moje porównanie. Ewidentnie
króliczy
sąsiad cierpiał na zapalenie spojówek, a infekcja bakteryjna szybko się rozwijała. Każdy wyciek ropny z oczu zwierząt, należy przemywać
przegotowaną
wodą i nie wolno dopuścić, aby ropa zasychała na powiekach. Infekcja bakteryjna wymaga antybiotyku w kroplach, podawanego zgodnie z
zaleceniami
weterynarza. Jeśli przemywanie oczu wodą nie poskutkuje po trzech dniach, należy niezwłocznie zgłosić się do weterynarza. Przyczyn ropnych
wycieków
u zwierząt może być wiele. W przypadku uszatego sąsiada okazała się zgubną zmiana wyściółki klatki na siano od pobliskiego gospodarza.

Następny do golenia?

        Zaraz po studiach praktykowałam w schronisku dla zwierząt, gdzie trafiały psy przywiezione z różnych interwencji. Wydawało mi się, że tylko tam trafiają
tak zaniedbane zwierzęta. Po latach praktyki w lecznicy dochodzę jednak do wniosku, że nie tylko zwierzaki z interwencji mogą być w naprawdę tragicznym
stanie. W ostatnich dniach zdarzyło mi się poświęcić po kilka godzin dziennie na oczyszczaniu ran, skóry, czy uszu z larw paskudnego robactwa. Mój wczorajszy
pacjent był żywcem zjadany przez robaki, które w ilościach tysięcznych zadomowiły się w jego sierści. Larwy much potrafią nawet drążyć tunele pod skórą i
dostają się na przykład do narządów rodnych suki, w których rozwija się ropomacicze. Najnormalniej w świecie lgną do procesów gnilnych na żywym
stworzeniu. Osłabione zwierzę nie jest w stanie normalnie funkcjonować, a cierpiąc staje się wylęgarnią dla miliona nowych owadów. Jeśli larwy znajdują się
tylko na skórze lub ranach zewnętrznych, proces oczyszczania rozpoczynam o zgolenia sierści z całego pacjenta, po czym usuwam robaki i dezynfekuję skórę.
Zwierzę musi być dodatkowo poddane leczeniu antybiotykami i nawadniane. Podwórkowe psy i koty bardzo często oblegane są przez różnego rodzaju pasożyty.
Zwłaszcza te osobniki słabsze, starsze, które większą część dnia spędzają śpiąc w budzie.

Inwazja kleszczy i jej skutki.

 
Kleszcz wygląda niczym drobna, niegroźna, czarna kropka, a potrafi zabić trzydziestokilogramowe zwierzę. Borelioza jest najpopularniejszą z chorób
przenoszonych przez kleszcze,
ale nie jedyną. W tegorocznej inwazji tych pasożytów dosyć często trafiają mi się przypadki Babeszjozy i kleszczowego
zapalenia mózgu. Objawy, które mogą niepokoić, a pojawiają
się zwykle w czasie od kilku dni do nawet kilku tygodni po ukąszeniu kleszcza to apatyczność,
brak apetytu, nadmierne pragnienie, związane z wysoką temperaturą, dochodzącą do
40–41 °C. W późniejszym etapie choroby mogą pojawić się wymioty,
zażółcenie lub bladość błon śluzowych jamy ustnej, problemy z oddawaniem moczu, ciemnobrązowa barwa
moczu, a także zaburzenia ze strony układu
nerwowego. Wczesne zdiagnozowanie Babeszjozy i boreliozy daje możliwość skutecznego leczenia. Jest ono zwykle długotrwałe i trudne,
dlatego zawsze
namawiam do profilaktyki, która polega tylko na regularnym stosowaniu preparatów przeciwpasożytniczym na skórę. Dostępne w lecznicach
weterynaryjnych i sklepach
zoologicznych obroże, płyny, krople oraz pudry stosowane regularnie, zgodnie z ulotką, gwarantują całkowitą ochronę przed
tymi śmiercionośnymi pajęczakami. W tym roku ilość
kleszczy jest tak ogromna, że poszukujące żywiciela osobniki pojawiają się na tarasach, czy
niewielkich osiedlowych skwerach.
 

Kocięta w niebezpieczeństwie.

     Obserwując kocie mamy, które tak troskliwie opiekują się swoim potomstwem, nie myślimy o tym, że mogą one nieświadomie zarażać swoje młode
groźnymi wirusami. Przykładem może być, przenoszony w ślinie myjącej kocięta kotki, FeLv. - czyli nieuleczalna białaczka.
Do zarażenia tym wirusem
dochodzi głównie pomiędzy kociętami i kotami podczas zabawy, także w razie pokąsania, a nawet w czasie karmienia mlekiem matki, która jest nosicielem.
Najczęściej zakażeniu ulegają maluszki pomiędzy 4 a 15 tygodniem życia. Do objawów choroby należą: niedokrwistość, wychudzenie, apatia, brak apetytu
i odwodnienie. Skutkiem działania FeLV jest obniżenie odporności, co oznaczą, że u chorych kotów wzrasta skłonność do zapadania na wielorakie infekcje.
Można obserwować zapalenia układu oddechowego,infekcje układu moczowego itp. Skuteczną ochroną przeciwko kociej białaczce jest wczesne szczepienie
kociąt. Hodowców, którzy dbają o swoje mioty nie muszę namawiać do tego zabiegu, natomiast osoby, które przypadkowo zostały szczęśliwymi właścicielami
miotu zwykle nie zgłaszają się do lecznicy ze zdrowymi maluchami na wizyty kontrolne. Dlatego dziś za pośrednictwem bloga do wszystkich właścicieli
kocich maluchów kieruję apel o dopilnowanie szczepień przeciwko
FeLv.

Kuracja musi trwać.

 
      System komputerowy ewidencjonujący moich pacjentów nie tylko ma służyć jako historia choroby, ale także pozwala mi przewidzieć ilość umówionych pacjentów na kolejny dzień. 
Jednocześnie mam podgląd ilu właścicieli przerywa leczenie antybiotykami już po drugiej i trzeciej dawce. Znaczna poprawa stanu zdrowia po drugim zastrzyku zwykle zniechęca pana
do odwiedzenia lecznicy. Różnie to tłumaczą owi właściciele. Takie nagłe ozdrowienie wcale nie oznacza całkowitego wyleczenia. Stan zapalny zmniejsza się, ale nie znika w tak krótkim
czasie. Ja wiem, że czasami w trakcie wizyty do znudzenia powtarzam, że leczenie musi trwać około tygodnia i skutkiem zaprzestania leczenia jest nawrót choroby z o wiele bardziej
poważnymi skutkami. Podobnie jest z kroplówkami nawadniającymi. Jedna być może pomaga na chwilę, ale na pewno nie wystarcza. Ostatnio przekonała się o tym właścicielka
szczeniaka, której wydawało się, że biegunkę wyleczy się jedną dawką leku i kroplówką. Niestety pani nie przyszła następnego dnia po dalsze leczenie, a szczeniak z racji swojej
niskiej wagi i osłabienia oraz odwodnienia padł po dwóch dniach.

Koty z reklamy Whiskas.

          Dziś zmuszona do skorzystania z komunikacji miejskiej w drodze do pracy przekonałam się jak wielka jest siła reklamy. I nie chodziło wcale o reklamowany
produkt, a raczej pyszczek kampanii reklamowej. Puchata kuleczka z telewizora wzbudza ostatnio ciekawość wielu ludzi. Kilka osób dzwoniło nawet do
mojego gabinetu z zapytaniem o „pręgowanego burasa z Whiskasa”. Nie taki z niego buras, jak się wszystkim wydaje! Panie w autobusie również były
przekonane, że marzą o takim słodkim kociaku spod strzechy. Po kilku minutach wysłuchiwania ich dylematów, związanych z poszukiwaniem takiego pseudo
dachowca wtrąciłam się z wrodzonym talentem do przerywania rozmów. Otóż kotki z reklamy, które są wizerunkiem kampanii reklamowej Whiskas nie są
zwykłymi dachowcami. To odmiana kotów brytyjskich zwana Silver Tabby. W Polsce hodowli tych kotów jest jeszcze niewiele. Wszystkie kocięta tej
popularnej ostatnio w Europie rasy sprzedaje się tylko i wyłącznie z rodowodem. Miłośnicy kotów wiedzą, że to jest konieczne do zachowania czystości
genetycznej tej pięknej odmiany Brytyjczyka. Należy też pamiętać, że to koty o niezwykle łagodnym i spokojnym usposobieniu. Są idealnymi towarzyszami
domowego ogniska, ale bywają tez bardzo wybredne i wymagające. To typowi przedstawiciele królewskiej rodziny brytyjskiej.

Mama rekordzistka.

 

             Narodziny dziesiątki czarnych labradorów to niecodzienne przeżycie. Rzadko zdarza się taka liczba szczeniąt w jednym miocie, ale miałam

 

tę przyjemność widzieć je w komplecie zaraz po narodzinach. Chociaż nie do końca była to przyjemna wizyta domowa. Właściciele rekordzistki wezwali mnie do niej, ponieważ po kilku dniach karmienia jej sutki zamieniły się w ropne rany. Aza z bólu nie mogła karmić swoich pociech, więc maluchy byłygłodne, a ona cierpiąca. Ropne pęcherze, które popękały były niezwykle bolesne. Na szczęście odpowiednio wczesne leczenie szybko zaczęło przynosić 

rezultaty. Rany smarowaliśmy antybiotykiem, a w zastrzykach podawałam również inny antybiotyk, odpowiedni dla karmiącej suki. Aby Aza mogłacieszyć się macierzyństwem i karmić swój liczny miot założyliśmy opatrunek na sutki w taki sposób aby maluchy

 

mogły korzystać z dobrodziejstw naturalnego karmienia. Oczywiście nie obyło się bez dokarmiania szczeniakówz butelki, co przy taklicznej gromadce było nie lada wyzwaniem dla właścicieli Azy. Muszę przyznać, że z podziwem patrzyłam na to jak przybierają na wadze i rozwijają się w błyskawicznym tempie.

 

Ludzkie anomalia w zwierzęcej odmianie.

     Mały Shih- tzu, którego kupili moi sąsiedzi w metryce urodzenia był suczką. Na moje doświadczone oko nie stwierdziłabym też niczego innego. Kłopot w tym, że sąsiedzi zaniepokoili się brakiem pierwszej cieczki, a w zamian ich pupilka zaczęła obskakiwać nogi domowników. Cóż, sąsiedzka pomoc weterynarza zaprowadziła ich do mojego gabinetu na badanie USG. Moim oczom ukazał się wtedy obraz hermafrodyty, którego narządy wewnętrzne stanowiły prawidłowo zbudowane i ułożone jądra, z kolei narządy płciowe zewnętrzne swoją budową zdecydowanie nie były męskie. Teraz pytanie jak zakomunikować właścicielom Sary, że ich upragnione szczenięta nigdy się nie pojawią? Pies może i ma rodowód po championach i kosztował majątek, ale tak naprawdę jest odmieńcem. Moja diagnoza przelała u nich czarę goryczy. Niestety, takie anomalia płciowe zdarzają się u zwierząt, w takiej ntowej jak w przypadku ludzi. Możemy mieć czworonoga, który wewnętrznie jest suką, zaś zewnętrznie psem i odwrotnie. Jeśli mamy zamiar zakupić zwierzę do rozrodu, warto przeprowadzić badania w gabinecie weterynaryjnym pod kątem rozwoju narządów rozrodczych. Badanie USG nie jest bolesne, a w stu procentach potwierdzi płeć pupila.

 

 Genetyczne koligacje.

          Zwierzęta chorują podobnie jak ludzie na choroby zakaźne, bakteryjne i wirusowe, choroby wrodzone i defekty genetyczne. W mojej praktyce widziałam już potomstwo z tak ogromnymi wadami genetycznymi, że konieczna była natychmiastowa eutanazja. Powodów takich genetycznych przypadłości może być wiele. Jednak głównym jest zawsze tzw kazirodztwo. Krycie suki psem w bliskim pokrewieństwie daje rozszczep podniebienia, nierozwinięcie się kończyn lub inne deformacje narządów wewnętrznych i zewnętrznych. Widziałam wiele przypadków niedorozwoju płodu. Dziś do mojej lecznicy przyjechała właścicielka ze szczeniakiem rasy owczarek podhalański. No powiedzmy sobie biała, cudna kuleczka. Objawami, które zaniepokoiły właścicielkę miotu było nieustanne moczenie się psiaka. „Jakby bez przerwy siusiał” - oznajmiła w progu. Okazało się, że badanie ultrasonograficzne wykazało całkowity brak zwieracza cewki moczowej, niedorozwój pęcherza moczowego oraz brak jednej nerki. Zwierzę należało jak najszybciej uśpić, aby nie cierpiało z powodu tak wielkich wad układu moczowego. Właścicielka zapytała mnie dlaczego szczeniak urodził się właśnie taki. Ale już po krótkim wywiadzie okazało się, że zarówno suka, jak i kryjący ja samiec były rodzeństwem z dwóch różnych miotów, ale po tych samych rodzicach. Ot, całe rozwiązanie zagadki w rodzinnych koligacjach.

 

O rety, podłoga w psich łapach!

        Kocham szczeniaki, chociaż nie zawsze są malusie. Karmi to trzymiesięczny berneński pies pasterski. Muszę przyznać, że to nawet spory kawał psa! Jego właścicielkę zaniepokoiły mokre ślady łap, jakie zostawia na podłodze, chociaż się nie kąpała, ani też nie wychodziła na trawę. Takie zjawisko jest tak samo normalne jak ziajanie i oznacza całkowicie zdrowy objaw termoregulacji. Gęste futro na ciele w czasie upałów nie pozwala skutecznie chłodzić organizmu. Pies posiada w poduszkach łap gruczoły potowe, które nie tylko pomagają regulować ciepłotę, ale także nawilżają powierzchnię łap, aby była miękka i elastyczna. To właśnie szorstkie i suche łapy są powodem do niepokoju. Przesuszona skóra na poduszkach łap pęka i staje się bardzo bolesna. Oczywiście udzieliłam tych informacji pani małej Karmi, która z uśmiechem na ustach skwitowała te dobre wieści : „nie wiem co na to moja podłoga”. Z pewnością w upalne dni owa podłoga będzie wymagała większej uwagi gospodyni, która będzie mogła sobie podśpiewywać stary, dobry przebój : łapy, łapy, cztery łapy..... Na pożegnanie dałam Karmi psie ciasteczko, przez które potem mała bestia nie chciała wyjść z mojego gabinetu.

 

Rzadko, ale się zdarza.

            Rzadkie choroby zwierząt zdarzają się naprawdę i nie są tylko historiami wyjętymi z podręczników. Początkowo bardzo popularne objawy, jak nietrzymanie moczu, apatyczność, brak ochoty na spacery i zabawę nie dają odpowiedzi na pytanie co dolega psu, czy kotu. W zeszłym tygodniu z takimi dolegliwościami zgłosił się do nas właściciel kundelka. Zwykłe badanie nie wykazało nic, więc postanowiliśmy zrobić analizę krwi i moczu, co zwykle daje właściwy obraz zmian chorobowych. Tym razem wyniki też nie dały jednoznacznej odpowiedzi, ponieważ wszystkie parametry zachowywały granice normy, jak na młodego psa przystało. Przy trzeciej wizycie do znanych mi objawów doszło drżenie łap. Kolejno odrzucaliśmy podejrzenia z dziedziny kardiologii, chorób gruczołów dokrewnych itp. Na myśl mi przyszła jedna z bardzo rzadkich chorób psów- czyli miastemia, która jest chorobą zaburzeń przekaźnictwa impulsów nerwowych do mięśni. Ten trop także był mylny. Morfologia wykazała spory nadmiar żelaza we krwi. Pomyślałam, że przypadek hemosyderozy w moim maleńkim gabinecie jest tak mało realny jak właściciel z jednorożcem w tutejszej poczekalni. Wygląda jednak na to że właśnie to żelazo sieje spustoszenie w organizmie psa, a ja będę musiała skonsultować się z kimś, kto dobrze zna przypadki  tej choroby - czyli z moim dawnym opiekunem stażu, a jednocześnie profesorem.

 

 

Najpierw masa, potem rzeźba....

        W przypadku naszego podrzutka tytuł powinien raczej brzmieć najpierw masa, potem masa, ale od początku...Do naszej poczekalni tuż przed 
zamknięciem ktoś podrzucił kota...Słowo kot chyba nie do końca tu pasuje. Było to futerko naciągnięte na wystające kości. Futerko było zdrowe,
zadbane i czyste. Pozostałe części podrzuconej niespodzianki, również nie budziły zdrowotnych zastrzeżeń, poza tym, że był to kot po widocznych
przejściach. Zrośnięty w zygzaka ogon i trochę utykające biodra sugerowały, że kicia przeszła w swoim niedługim życiu tragedię. Kiedy położyłam
ją na wadze miała zaledwie kilogram. To naprawdę niewiele, jak na dorosłego kota. Karmienie skrajnego niedożywienia wymaga wsparcia
weterynarza, więc trzeba przyznać, że człowiek podrzucający Milkę, (tak ją nazwaliśmy), wiedział co robi. W takim przypadku, zanim zaczniemy
kotu robić „ masę”, lekarz powinien ocenić stan zdrowia i kondycję zwierzęcia. W skrajnych przypadkach najpierw konieczne jest podawanie
kroplówek i nawadnianie osłabionego zwierzaka. Nasza pacjentka była w zadziwiająco dobrej formie i błyskawicznie zadomowiła się między salą
operacyjną a gabinetem. Dawkowanie jedzenia dla przypadków niedożywienia musi być bardzo ostrożne. Obkurczony żołądek zwierzęcia nie
przyjmie naraz zbyt dużych porcji. Należy podzielić karmę na kilka niewielkich racji żywieniowych w ciągu dnia, dbając jednocześnie, aby były to
pokarmy wysokoenergetyczne, przeznaczone dla rekonwalescentów lub dla juniora. Dawki stopniowo należy zwiększać. W tym czasie trzeba
obserwować zwierzę czy nie wymiotuje i czy nie pojawia się biegunka. Karmienie takiego zwierzęcia do osiągnięcia odpowiedniej masy to proces
długotrwały i może trwać nawet pół roku. Nasza firmowa Milka będzie więc musiała sporo zjeść, zanim pod skórą pojawi się odpowiednia tkanka
tłuszczowa.

Niezdrowe drapanie.

 
       Do mojego gabinetu przyjechała dziś wolontariuszka Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami z sympatycznym kundelkiem. Kundelek wszedł w jej posiadanie,
jak zwykle po interwencji. - Niech mu Pani pomoże, bo on drapie się bez przerwy. Boję się zabrać go do domu tymczasowego, by mi nie zapchlił reszty
podopiecznych - zakomunikowała wolontariuszka, kładąc pacjenta na podłodze. Kiedy poświeciłam latarką po przerzedzonym futerku zauważyłam, że pies
wcale nie ma pcheł. I to wbrew pozorom nie był powód do radości. Takie objawy jak: wypadanie włosa, przerzedzanie sierści i powstawanie czerwonych
placków na skórze, a nawet ran, są o wiele trudniejsze w leczeniu. Pierwsze co przyszło mi do głowy po oględzinach nieszczęśnika to grzybica lub jeszcze coś
gorszego....świerzbowiec. L
okalizuje się on głównie na słabo owłosionych obszarach ciała zwierzęcia, czyli: jamie brzusznej, klatce piersiowej, w pachach i
pachwinach. Zagrożony jest również pysk, a szczególnie obszary wokół oczu i uszu. W zaawansowanym stadium świerzbu rany wydzielają bardzo
nieprzyjemny zapach. Moje podejrzenia w kierunku świerzbowca musiałam jednak potwierdzić badaniami laboratoryjnymi zeskrobin skórnych, pobranych z
pacjenta. Odebrany z interwencji pies otrzymał więc pomoc doraźną w postaci łagodzącego swędzenie sprayu. Jeśli moje podejrzenia, dotyczące infekcji
świerzbowcem potwierdzi laboratorium jutro otrzyma on konkretne leki, a w domu tymczasowym będzie musiała odbyć się prawdziwa wielodniowa
kwarantanna. Już dziś poinformowałam wolontariuszkę, aby odizolowała nowego podopiecznego od pozostałych, ponieważ zarażenie tym paskudztwem
następuje błyskawicznie. W procesie kwarantanny najważniejsza jest dbałość o czystość i zachowanie sterylnych warunków. W przypadku świerzbowca
należy też pamiętać, że kuracja i kwarantanna powinny trwać o wiele dłużej, niż do czasu ustąpienia dokuczliwych objawów, ponieważ może on przez kilka
długich tygodni przebywać w szczelinach i zakamarkach podłóg lub w legowisku. Przerwane leczenie to 100% nawrót choroby, która bardzo osłabi zwierzę,
co z pewnością nie pomoże w następnej kuracji.
 

Dobra decyzja.

 
      Eutanazję zwierząt bardzo często właściciele traktują jak morderstwo. Ludzie porównują  eutanazję zwierząt do eutanazji człowieka. W chwili, kiedy trzeba 
podpisać decyzję o takim ostatecznym rozwiązaniu, właściciel zwierzęcia mówi, że przecież chorych ludzi się leczy, nikt nie zdecydowałby się podać bliskiej
osobie takiego środka. W przypadku zwierząt tak naprawdę jest to jedyne wyjście z niewyobrażalnego cierpienia. W mojej lecznicy przeżyliśmy ostatnio
podobną sytuację. Wiekowy i jak do tej pory zdrowy pies rasy husky nagle zaczął bardzo dziwnie się zachowywać. Wyraźnie cierpiał, a wraz z nim wszyscy
domownicy. Od początku obstawiałam, że tu oprócz dolegliwości fizycznych do głosu doszła także demencja starcza i pies zaczął stanowić zagrożenie dla
siebie samego. Właściciele zaobserwowali, że po kilku godzinach spokojnego i bardzo mocnego snu, husky wpada nagle ze skrajności w skrajność i zaczyna
demolować całe otoczenie, jakby próbował wyrwać się z niewidzialnych więzów. Zniszczył meble, drzwi, kojec. Trudno mi było, pomimo wszystko,
przekonać właścicieli do ostatecznej decyzji. Rodzina chciała badań i leczenia. Musiałam oczywiście uszanować ich wolę. Pierwsze badania laboratoryjne nie
dały jednoznacznej odpowiedzi. Pies miał podwyższone parametry z krwi, ale w jego wieku to raczej norma. Umówiliśmy się na kolejne badania, tym razem
postawiłam na diagnostykę obrazową. Jednak moje doświadczenie i wiedza podpowiadały mi, że jego zachowanie ma stricte neurologiczne podstawy.
Do badania USG niestety już nie doszło, ponieważ rankiem właściciele poprosili mnie o wizytę domową. Pies w trakcie ataku na samego siebie zranił się tak
bardzo, że z pyska i nosa lała się krew. Dopiero w tej sytuacji właściciele zgodzili się na eutanazję. Gdyby zrobili to przy pierwszej wizycie, z pewnością
oszczędziliby psu cierpienia, a sobie szkód, które w czasie ataku wyrządziło chore zwierzę. Eutanazja często jest rozwiązaniem najlepszym dla wszystkich,
zarówno właścicieli jak i czworonożnego pacjenta. Przepisy z nią związane jasno regulują poprawność jej wykonania, aby zwierzę nie odczuwało ani bólu, ani
też stresu. Wykonuje się ją w pełnej narkozie.


Proceder nieuczciwych hodowców

Hodowcy, nastawieni na bardzo duże zyski z rozrodu zwierząt nie zważają na ich dobro. W ostatnim czasie zdarzyły mi się dwa przypadki, świadczące
o nieuczciwości sprzedających szczenięta. Pierwszy to szczeniak rasy golden, który został sprzedany jako całkowicie zdrowy, posiadający książeczkę
zdrowia, szczepienia, a nawet rodowód. Okazało się, że u malucha zdiagnozowałam kilka wad wrodzonych. Właściciele zgłosili się do mnie z ostrą
biegunką. Hodowca poinformował ich, że pies może po zmianie miejsca zamieszkania i sposobu karmienia dostać rozwolnienia, ale po kilku dniach
nasilających się objawów przynieśli zwierzę do mojego gabinetu. Proste badanie USG wykazało, że pies ma poważne wady układu pokarmowego,
których leczenie nie będzie łatwe i wymagać będzie nawet kilku zabiegów chirurgicznych. Drugim przypadkiem był szczeniak, który tak naprawdę
był zbyt młody, aby zabierać go od suki. Jego wiek określiłam na 6 tygodni, czyli o całe 6 tygodni za wcześnie. Nowi nabywcy słodkiego maluszka
oświadczyli, że kupili pieska od hodowcy i sprawdzili jego pochodzenie. Głównie oczywiście interesowało ich to, by rodzice byli w typie rasy i nie był
on mieszańcem. Nieuczciwy hodowca wcześnie sprzedał szczenięta, ponieważ chciał pozbyć się zarówno obowiązków związanych z pielęgnacją
maluszków i z pewnością chciał uniknąć kosztów, związanych ze szczepieniem i odrobaczaniem, przerzucając je na barki kupujących. Hodowle
nastawione na szybkie zyski finansowe prowadzone przez nieodpowiedzialnych ludzi nie zważają ani na przystosowanie wydawanego szczeniaka
do życia, ani też na względy zdrowotne.
 
Warczy, czyli jest zdrowa.

Dziś na kolejnej kontroli po ciężkiej chorobie w moim gabinecie pojawiła się Tina- senior rasy mieszanej. Kiedy pierwszy raz starsze małżeństwo
przyniosło ją do mnie była w stanie agonalnym. Miała ostrą biegunkę, silne wymioty i była tak osłabiona, że nie mogła utrzymać się na łapkach.
Wstępne badanie wykazało ogólne, bakteryjne zakażenie organizmu. W pierwszej kolejności podjęłam się ratowania życia. Podaliśmy kroplówkę
oraz antybiotyki. Badania usg wykazało, że to groźne dla życia psa zakażenie toksynami wywołane zostało przez ropomacicze. W przypadku Tiny
choroba narządu rozrodczego przebiegała całkowicie bezobjawowo. Toksyny bakteryjne przeniknęły do krwi, wywołując zakażenie organizmu,
które mogło być nawet śmiertelne w skutkach, gdyby nie szybka interwencja właścicieli. Pierwszymi symptomami, które powinny zaniepokoić
posiadaczy niesterylizowanych suk, a mogą wskazywać na ropomacicze są: brak apetytu, ogólne osłabienie, apatia, biegunka i wymioty, powiększenie
obrysu jamy brzusznej, niedowład tylnych kończyn oraz gorączka. Po analizie wyników badań krwi, ze względu na stan Tiny, podjęliśmy decyzję
o celowanej antybiotykoterapii, która miała ustabilizować i wzmocnić zwierzę po ciężkiej chorobie. Dziś jej stan określam na dobry i dlatego
zakwalifikowałam ją do zabiegu usunięcia narządów rodnych, czyli sterylizacji. Kiedy oznajmiłam właścicielowi, że Tina jest już prawie zdrowa,
on odrzekł: -Tak też myślałem, bo znowu na mnie warczy.

Gorsze od komarów latem.

     Jeśli latem wydaje się komuś, że nie może być nic gorszego, niż nocne brzęczenie nad uchem to jeszcze nie miał w domu pcheł. Te niepozorne czarne kropki 
wniesione na ubraniu człowieka lub sierści zwierzęcia potrafią w błyskawicznym czasie przeprowadzić prawdziwą inwazję. Pchła, jak każdy insekt rozmnaża
się bardzo szybko. Już po 1-2 dniach pchły zaczynają składać jaja. Jedna samica w trakcie swojego życia może złożyć od ok. 600-2000 jaj. Można więc sobie
wyobrazić w jak zawrotnym tempie rośnie ich ilość w mieszkaniu. Pchły w ostatnim stadium potrafią przeżyć parę miesięcy utkwione w zakamarkach
mieszkania, czekając na żywiciela, którym mogą być zwierzęta domowe, ale także ludzie. Aby zapobiegać inwazji pcheł ważna jest higiena w miejscach,
gdzie przebywają koty, psy, czy króliki. Częste odkurzanie, mycie podłóg oraz czyszczenie legowiska to podstawa nie tylko w profilaktyce zdrowotnej.
Ważne też, aby stosować regularnie preparaty chroniące skórę pupila przed pasożytami. W sklepach oraz lecznicach dostępne są popularne środki zwalczające
pchły i inne pasożyty skóry zwierząt domowych. Aerozole i krople zabezpieczają futerko i skórę przed pchłami, kleszczami, czy wszołami. Nie wystarczy
jednak pozbyć się pcheł z sierści. Każdą inwazję należy zwalczać kompleksowo i cykl powtórzyć kilka razy. Do takiej walki z pchłami polecam zwykle
aerozole typu Flee do stosowania w pomieszczeniach .Nie są one szkodliwe dla otoczenia, ani ludzi, za to skutecznie likwidują pchły w każdej fazie rozwoju.
Jako dziecko, będąc na wsi, pamiętam pewne gospodarstwo, gdzie pchły skakały po podłodze, niczym zawodnicy na olimpiadzie. Straszny był to widok....oj
straszny.

Jak pogodzić ogień z wodą?

Kiedy w domu, zamieszkałym przez zwierzę, pojawi się nowy osobnik tego samego gatunku może okazać się, że wszelkie teorie na temat samców i
samic nie będą miały tam racji bytu. Właściciele łagodnego i niezwykle spokojnego kocura Sylwestra postanowili adoptować kotkę, która właśnie
straciła dach nad głową. Sara była niesamowicie wdzięczna za okazane serce, ale postanowiła zagarnąć nie tylko miłość swojej nowej pani, lecz także
terytorium Sylwusia. Z tego pozornie błahego powodu oboje wylądowali w dwóch różnych transporterach na moim stole diagnostycznym. Kiedy tylko
koszyki zbliżyły się do siebie z ich wnętrza wydobywało się warczenie, syczenie, buczenie i wiele innych, „dzikich” dźwięków.- No i widzi pani, tak jest
bez przerwy. Jak tylko znajdą się na jednym metrze kwadratowym momentalnie mamy istną wojnę domową.- odezwała się właścicielka tej dwójki.
O ile małe kocięta szybko uczą się wzajemnej tolerancji, o tyle dorosłe koty mogą mieć z tym poważny problem. Warto jednak próbować godzić je ze
sobą metodą małych kroczków, a jednocześnie obserwować ich wzajemne relacje, zwłaszcza w czasie posiłków. Przy braku akceptacji kotom dajemy
jeść w dwóch miseczkach rozstawionych w bezpiecznej odległości ( bezpieczna jest wtedy, gdy nie słychać buczenia i warczenia w czasie jedzenia).
Z czasem miski zbliżamy do siebie. Głaszcząc koty warto dzielić uwagę po równo, tym samym przenosząc zapach z jednego na drugiego kota i
odwrotnie. Oswojone z z zapachem rywala stają się wzajemnie mniej agresywne. Z pewnością upłynie jeszcze dużo czasu zanim wrogo nastawieni
lokatorzy wspólnie położą się w jednym koszyku, ale jest szansa, że przynajmniej nasze mieszkanie przestanie być zdemolowanym polem bitwy.

Okazyjny zakup psa.

Ogłoszenia internetowe, oferujące zakup zwierząt w zaskakująco niskich cenach, nie zawsze stanowią dobrą okazję. Czasami jest to oferta z
kolokwialnie mówiąc wadą ukrytą. Dopiero po kilku dniach okazuje się, że kupiliśmy przysłowiowego kota w worku. Takie sytuacje zdarzają się
ostatnio bardzo często. Ludzie chcąc zaoszczędzić, kupują za pośrednictwem internetu wszystko. Mój dzisiejszy pacjent był zakupiony w odległym
województwie, ze względu na okazyjną ofertę cenową. Właścicielka skusiła się na psa rasy labrador, którego zakupiła bez rodowodu z
niezarejestrowanej hodowli. Po kilku dniach maluch zaczął kaszleć, z nosa wypływać zaczęła wydzielina, a szczeniak z minuty na minutę stawał się
bardziej słaby. U Funi, po szczegółowych badaniach, zdiagnozowałam płatowe zapalenie płuc. Na szczęście właściciele w porę poprosili o fachową
pomoc. Leczenie małej polegało na podawaniu właściwego antybiotyku w zastrzykach. Właściciele musieli też karmić bardzo osłabione zwierzę
podając jedzenie wprost do pyszczka. Aby zapobiec odwodnieniu szczeniaka, nauczyłam właścicielkę podłączania kroplówki. W przypadku ciężkich
infekcji należy pamiętać, że im młodszy chory, tym szybciej jego stan może się pogarszać i nie należy zwlekać z niepokojącymi objawami, aż zaczną
się nasilać. Im wcześniej zdiagnozuję chorobę, tym szybciej pacjent zostanie wyleczony.

Groźne robale.

Z pasożytami przewodu pokarmowego u psów i kotów spotykam się codziennie. Nawet najbardziej zadbane zwierzęta mogą być zarobaczone, dlatego
warto pamiętać o profilaktyce i regularnym odrobaczaniu swoich podopiecznych. Wyróżnia się kilka rodzajów najpopularniejszych pasożytów
zwierząt domowych: nicienie, glisty, tęgoryjce, tasiemce i włosogłówki. Niektóre można dość łatwo i szybko wykryć, a inne niezauważone sieją
spustoszenie w organizmie pupila. Zaawansowane zakażenie pasożytami daje kilka bardzo nietypowych objawów, które powinny zaniepokoić
właściciela. Kaszel to najczęstszy objaw obecności nicieni, tęgoryjców lub glist. Wymioty i biegunka (często z krwią) mogą oznaczać bardzo
zaawansowane stadium zarobaczenia i stanowić bezpośrednie zagrożenie dla życia zwierzęcia. U szczeniąt zarażonych pasożytami przez karmiąca
sukę, widocznym objawem pasożytów są wzdęte brzuszki. Dla najmłodszych pupili mam zwykle środki odrobaczające w postaci łatwej do aplikacji
pasty. Dziś, podając właśnie taki farmaceutyk 6 tygodniowemu owczarkowi niemieckiemu doświadczyłam nowych trendów w makijażu. Maluch był
tak zaskoczony smakiem wciśniętej do pyszczka pasty, że z ogromną mocą prychnął na mnie, a drobne cząsteczki specyfiku urozmaiciły mój
dzisiejszy wizerunek. Właściciel nie mógł powstrzymać się od śmiechu, kiedy podniosłam głowę. W mojej pracy takie sytuacje to chleb powszedni,
ale za to bardzo ją lubię.

Sezon na jeża.

Trendy w modzie na hodowanie różnych gatunków zwierząt zmieniają się, dosłownie jak te na wybiegach. W ostatnim czasie wśród młodzieży
zapanowała moda na... jeża pigmejskiego. W mojej lecznicy na kontroli profilaktycznej pojawia się coraz więcej osób z takim osobliwym, ale
uroczym pupilem. Jeż pigmejski to indywidualista, prowadzący nocny tryb życia. W ciągu dnia jeżyki śpią, a ich aktywność rozpoczyna się dopiero
późnym wieczorem. Są raczej niezbyt kosztowne w utrzymaniu i niewymagające szczególnej pielęgnacji. Nie nadają się jednak do domu, w którym są
małe dzieci. Żywią się na przemian suchą i mokrą karmą oraz robakami. Wymagają odpowiedniego terrarium wyłożonego trocinami i prostych
rozrywek, podobnie jak znane nam gryzonie hodowlane. Wbrew wszystkim ilustracjom z książeczek dla dzieci, jeże nie piją mleka, ani nie noszą na
grzbiecie jabłek. Jeśli w terrarium będą miały zamontowany kołowrotek, w nocy będą szaleć w nim, podobnie jak chomik. Bardzo lubą spacery po
mieszkaniu, dlatego należy zapewnić im taką rozrywkę. Po zakupie warto pojawić się z jeżem u weterynarza, aby skontrolować stan jego skóry oraz
ogólny stan zdrowia. Kupując jeżyka warto pamiętać, aby nie był on młodszy niż 8 tygodni i powinien ważyć nie mniej niż 200 g.

Miaucząca zaspa śnieżna.

 
    Jeden dzień wolny od pracy, a tu poranny alarm! Dzwoni znajoma- totalny przeciwnik zwierząt w domu z wiadomością, że znalazła kota w zaspie śniegu przy 
dwudziestostopniowym mrozie. -Co robić?- zapytała. - Brać do domu i ogrzać, jeśli oczywiście kot żyje- jedno sensowne wyjście w takiej sytuacji.
Natychmiast usłyszałam, że przecież zaraz kot jej nasika i zdemoluje mieszkanie. Otóż jeśli kot jest oswojony, a tak było w przypadku znalezionego
maleństwa, wystarczy tylko nakarmić, ogrzać, a jeśli nie planujemy zostawiać znaleziska u siebie, można poszukać mu nowego domu. Jeśli jest spłoszony,
syczy lub próbuje się bronić warto przynajmniej zabrać go do ciepłej kotłowni lub piwnicy. Jako zapalona kociara pojechałam natychmiast obejrzeć znajdę.
Była to zdrowa, trzymiesięczna kotka. Bardzo czysta, dobrze wychowana. Moi znajomi „przeciwnicy zwierząt w domu” byli zszokowani jej „wysoką kulturą
osobistą”. Kotek był tak ładny, że za pośrednictwem mediów społecznościowych w ciągu godziny znalazł kochający, nowy dom. Osobiście odwoziłam
ślicznotkę do nowego właściciela, który wziął ją na ręce i powiedział znamienne: „teraz jesteś Usia”. W czasie zimy warto zadbać o to, by zwłaszcza
zwierzęce maluchy otrzymały szansę na nowy, ciepły dom. Wyrzucanie ich na mróz to moim zdaniem zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem.

Dura lex sed lex!

Jak w każdym ludzkim, tak w tym zwierzęcym świecie, śmierć jest sprawą oczywistą. Przychodzi równie niespodziewanie i wywołuje u właścicieli
zwierząt tak samo niemałe emocje związane z odejściem pupila, jak w przypadku najbliższych osób. Dlatego weterynarz, podobnie jak lekarz,
powinien mieć wyczucie, odrobinę empatii i wykazać się zrozumieniem w tych trudnych chwilach. Niestety w sytuacjach, kiedy proponuję eutanazję
cierpiącego i nieuleczalnie chorego psa, kota, królika, dodatkowo muszę też udzielać informacji zgodnych z procedurami prawnymi, bo przecież
dura lex sed lex!.Pochówek zwierzęcia nie przypomina w niczym pogrzebu, który zapewnia bliskim to najważniejsze ostatnie pożegnanie. Od
dłuższego czasu ustawa o utrzymaniu czystości i porządku w gminach oraz rozporządzenie ministra rolnictwa reguluje zasady tego „pochówku”,
fachowo nazywanego utylizacją. Cmentarzy dla zwierząt nie ma, a za pochowanie zwierzęcych zwłok w przydomowym ogródku, zagajniku lub lesie
może grozić bardzo wysoka kara, nawet do tysiąca złotych. Bardzo trudno jest mi o tym informować właścicieli moich pacjentów właśnie w tej
najgorszej chwili, ale muszę. Każdy moment jest w przypadku tak traumatycznych przeżyć zły i powiedzmy sobie niestosowny, dlatego staram się tę
informację przekazać jak najprościej. Najczęściej robię to zanim dochodzi do eutanazji zwierzęcia, kiedy jeszcze czuję, że właściciel przyswaja to, co
się do niego mówi. Po podaniu zastrzyku wiem, że moje słowa nie mają już żadnego znaczenia...

Dieta alergika

W moim gabinecie każdego dnia spotykam czworonożnych pacjentów z różnymi objawami alergii. Pies, podobnie jak człowiek, może wykazywać
reakcje alergiczne na różnego rodzaju pokarmy, pyłki, roztocza, a nawet na jad owadów, choćby nawet takiej niewielkiej pchły. Alergia u zwierząt
jest zwykle dosyć trudna w diagnozowaniu. Skłonności do alergii nie są przypisywane do wieku, czy płci. Są rasy, które częściej przejawiają skłonność
do niej, chociaż ta przypadłość może przytrafić się nawet tym nierasowym pupilom. Do najczęściej zapadających na różnego rodzaju alergie należą
psy białowłose np.: Maltańczyk, czy West Highland White Terier. Objawia się ona podobnie jak inne schorzenia, z którymi może być mylona.
Przykładem była suczka rasy Golden Retriever. Jej właścicielka była pewna, że przychodzi do mnie z atakiem świerzbowca. Pies miał na skórze bąble
pokrzywkowe zlokalizowane prawie na całym ciele i drapał się wściekle. W pierwszej chwili dopuściłam do siebie taką myśl, ale pod lupą nie
dostrzegłam na jego skórze małych denerwujących istot. Wyczesałam zeskrobiny pod mikroskop, ale tam też nie znalazłam żadnego pasożyta.
Okazało się jednak, że pies dwunastoletni nabawił się alergii pokarmowej. Po krótkim wywiadzie właściciel przyznał, że kupił nową, według reklamy
telewizyjnej, bogatszą karmę, która okazała się być nietrafionym wyborem. Zmieniając karmę warto korzystać z próbek lub mniejszych opakowań
by sprawdzić czy nowy produkt nie powoduje alergii zwierzęcia.

Dziwne psie zwyczaje.

W moim gabinecie spotykam pacjentów, którzy przychodzą z wizytą ponieważ nagle zaczynają dziwnie się zachowywać. Zwłaszcza kiedy,
właściciel obserwuje swoistą "jogę" wokół tylnej części ciała. Psy oraz koty posiadają dwa gruczoły okołoodbytowe, po jednym z każdej strony odbytu.
Zawierają one wydzielinę, której zwierzęta używają do znakowania terytorium, a jej zapach jest identyfikatorem każdego osobnika. Zdrowe gruczoły
opróżniają się samoistnie. W przypadku zatkania wąskiego kanalika gruczołu pojawiają się nieprzyjemne dla zwierzęcia dolegliwości, a pies lub kot z
takim dyskomfortem robią wszystko, aby ulżyć sobie w nieszczęściu. Tak więc, pocierają tyłkiem po podłodze lub rozpaczliwie wygryzają sobie to
miejsce. Zabieg oczyszczania gruczołów można wykonywać profilaktycznie i wcale nie jest bolesny. Gdy zaobserwujemy niepokojące zachowania
pupila związane z tylną częścią ciała, a dodatkowo poczujemy nieprzyjemny i bardzo ostry zapach, należy jak najszybciej zgłosić się do weterynarza.
Na tym etapie zwykle wystarczy oczyszczenie gruczołów poprzez ich fachowe wyciśnięcie. Jeśli właściciel długo zwleka z wizytą w gabinecie
weterynaryjnym w gruczołach może pojawić się stan zapalny. Im dłużej będzie on trwał, tym dyskomfort odczuwany przez psa będzie większy.
Po pewnym czasie w zaczopowanych gruczołach tworzy się ropień lub przetoka. Taki stan może wymagać już nie tylko leczenia antybiotykami, ale
także chirurgicznego usunięcia tych gruczołów. Aby uniknąć takich kłopotów radzę właścicielom moich pacjentów profilaktyczne oczyszcznie
gruczołów okołoodbytowych raz na kwartał, a nawet raz na miesiąc.

Ale to już było....

     W moim gabinecie, często dochodzi do takich sytuacji, kiedy ani pacjent, ani jego właściciel nie są w stanie odpowiedzieć mi na proste pytania. Wczoraj pojawiła się na moim stole dorosła kotka. Właścicielka opowiedziała mi jej krótką historię, czyli jak znalazła kota podczas spaceru. Otóż kot przyczepił się do niej jak rzep i szedł całą drogę jakby uwiązany do nogi. Zdarza się i tak, że to zwierzę wybiera sobie swojego pana i ten już nie ma innego wyjścia, jak tylk0 przygarnąć niebożę. Pani przygarnęła, podtuczyła, zadbała, a teraz poprosiła o wyznaczenie terminu na sterylizację. W zasadzie o kotce wiedziałyśmy prawie tyle samo obie – miała ponad rok, była oswojona i prawdopodobnie po „komunikacyjnych przejściach”. Skoro była oswojona, to mogła być już wysterylizowana wcześniej. Moim zadaniem było sprawdzić, czy zwierzę przeszło zabieg. Aparat do USG w przypadku czworonogów do takiego ustalenia faktów na nic się nie zdaje. Macica kotki jest narządem cienkim i niewielkim. W takim wypadku mogę zaproponować dosyć drogie badania na poziom hormonów oznaczanych z krwi lub zabieg laparoskopowy, połączony z ewentualną sterylizacją. Można też zgolić futerko w miejscu, gdzie robi się nacięcie do sterylizacji i poszukać blizn. Jednak, mimo że to najprostszy sposób może okazać się zawodny, gdyż blizny po długim czasie również zanikają. Najlepiej więc poczekać do rui i dopiero wtedy zgłosić się ze znaleziskiem na sterylizację. Jeśli ruja nie nastąpi oznacza to, że kotka jest już po zabiegu. W przypadku mojej pacjentki, jej nowej właścicielce zależało na szybkim określeniu stanu rzeczy. Wygoliłam kotce brzuch i powiedziałam z uśmiechem - sterylizacja???? ale to już było....

 

 

Spaghetti na podłodze.

     Objawy różnych chorób, określane potocznym językiem właścicieli zwierząt, często ułatwiają mi szybkie i trafne diagnozowanie. Przykładem może 
być dziś pani, która jest właścicielką zarówno psa, jak i kota. Przyszła bez pacjentów, ale z zapytaniem: Czy pani doktor może wie skąd w
wymiocinach na podłodze bierze się spagetti? Ja nie gotowałam, a Lotus ani Lotta nigdzie poza domem nie jadły. Już kilka razy sprzątałam z
podłogi długie nitki. - od razu spagetti w wymiocinach skojarzyło mi się z glistą. Oznaczało to, że jedno ze zwierząt starszej pani jest zarażone.
Długość glisty kociej wynosi 6 do 10 cm, psiej natomiast 12 do 18 cm i faktycznie przypomina nieco makaron nitki. Jedyną radą na tę przypadłość
jest regularne odrobaczanie zwierząt. Należy też pamiętać, że glisty pochodne od zwierząt są dla człowieka zagrożeniem. Jaja pasożyta wydalane są do środowiska wraz z kałem zwierzęcia, a z nich wykształcają się larwy inwazyjne, zdolne do zarażenia. Oznacza to, że
świeży kał zwierzęcia zarażonego glistami nie jest zagrożeniem dla ludzi, czy też innych zwierząt. Sprzątając po swoim psie lub kocie właściciel nie
naraża się na inwazję, a usuwa jaja pasożytów, które z czasem stałyby się niebezpieczne. Formy inwazyjne glist są oporne na niekorzystne warunki
atmosferyczne i mogą przetrwać nawet do kilku lat. Dlatego do tabletek na odrobaczenie zalecam zwykle generalne sprzątanie. Glistą możemy
zarazić się też nie posiadając pupila np.: jedząc źle opłukane z ziemi warzywa i owoce, nie myjąc rąk po wykonywanych pracach ziemnych. Na taką
inwazję najbardziej narażone są małe dzieci, które nie posiadają nawyku mycia rąk i bawiąc się zjadają ziemię lub piach.


Uziemić tygrysa!

Kot to stworzenie łowne, skoczne i dosyć ruchliwe. Jest zwinny, ale nie całkiem odporny na urazy. W przypadku kotów wychodzących te drobne zdarzają
się często, ale szybko też same się goją. Jeśli dochodzi do poważniejszych wypadków konieczna jest jak najszybsza wizyta u weterynarza oraz właściwa
opieka. Mój dzisiejszy pacjent do domu przyczołgał się na przednich łapach. Z niesamowitym bólem trafił do mojej lecznicy. RTG miednicy pokazało, że
jest ona złamana. W takim przypadku największa odpowiedzialność w opiece nad rekonwalescentem spoczywa na opiekunie zwierzęcia. Moim zadaniem
jest podanie sporej dawki leków przeciwbólowych, osłonowo antybiotyku i dokładne instruowanie o dalszym postępowaniu. Opiekun takiego nieszczęśnika
musi zapewnić mu ciasną klatkę (może to być transporter) oraz zaopatrzyć się w podkłady higieniczne. Kot musi pozostawać zamknięty przez około 10 dni.
Każde branie na ręce lub wyciąganie z klatki mogą powodować nie tylko ból, ale też pogarszać stan zwierzęcia. Ograniczone ruchy kota wymagają pomocy
bezpośrednio przy utrzymaniu higieny po oddaniu moczu i kału, aby uniknąć odparzeń. Całość procesu zrastania trwa do 6 tygodni. Ważnym aspektem
takiej rekonwalescencji jest też odpowiednia dieta. Aby unikać zaparć, które sprawią kotu dodatkowy ból, należy zadbać o mokrą karmę.

Sarna na drodze.

  Szybki rozwój ciągów komunikacyjnych w mojej okolicy doprowadził do tego, że dzikie zwierzęta mają bardzo ograniczone tereny do życia. W poszukiwaniu 
jedzenia przemieszczają się z jednego zagajnika ( czyt. pozostałości lasu) do drugiego. Przebiegają przez jezdnię, a że nie posiadają zdolności myślenia
abstrakcyjnego, wpadają prosto pod koła. Byłam ostatnio świadkiem takiego zdarzenia. Samochód potrącił małą sarenkę i odjechał nie próbując nawet
sprawdzić, czy zwierzę potrzebuje pomocy. Młoda sarna leżała na poboczu z połamanymi przednimi nogami. Najwidoczniej tylko te części ciała zostały
uderzone. Być może kierowca bał się konsekwencji, albo najnormalniej nie wiedział co robi się w takim przypadku. Zwierzę dzikie również odczuwa
niewyobrażalny ból!!! Nie zostawiajmy konającej sarny na jezdni. Wystarczy w miarę możliwości odciągnąć ją na pobocze i wezwać Straż Miejską.
Zwierzę otrzyma z pewnością właściwą pomoc lub leżące na jezdni zwłoki nie spowodują kolejnego drogowego nieszczęścia. Poszkodowana, którą dziś
spotkałam w czasie drogi do domu, szybko wróci do swojego dzikiego życia. Zanim zajęli się nią specjaliści podałam jej środki przeciwbólowe, które wożę w
mojej weterynaryjnej apteczce i poczekałam na odpowiednie służby.

Królik królikowi wilkiem.

W moim gabinecie pojawił się dziś czerwony królik. Wiem, wiem takie nie istnieją.... ale ten był naprawdę czerwony.... od krwi. Na pytanie o
okoliczności tej niewątpliwej masakry właściciel odpowiedział, że ów osobnik został pogryziony przez drugiego królika. Okazało się, że sprzedawca
pomylił się przy określaniu płci miniaturek. Miała być para, a okazało się, że w jednej klatce wychowywały się dwa samce. Kiedy dojrzały płciowo ich
hormony doprowadziły do walki na śmierć i życie. Wiele ran, które zadano słabszemu samcowi wymagało szycia i antybiotykoterapii. Rany kąsane
mają bardzo postrzępione brzegi, dlatego samo szycie wymaga precyzji. Tak wiele szwów do założenia wymusiło podanie znieczulenia ogólnego, aby
królik nie tylko nie cierpiał, ale również był unieruchomiony. Jeśli widzimy, że zwierzęta przebywające w jednym pomieszczeniu, w jednej klatce, czy
na jednym podwórku są dla siebie agresywne, do tego stopnia iż dochodzi do krwawej bitwy musimy je rozdzielić, tak aby nie miały do siebie dostępu.
Samce królików muszą żyć w osobnych klatkach. W przypadku chęci rozrodu, z chwilą pojawienia się młodych na świecie należy też odseparować
króliczą mamę z miotem od całego zwierzęcego świata.


Ogon - ważna część kociego ciała.

Zapytała mnie kiedyś mała dziewczynka, czy kot zawsze spada na cztery łapy? Jeśli po prostu spada to tak.... ale jeśli działają na kota inne siły, niż
tylko grawitacja, może być różnie. Podobnie koty, które mają uszkodzony ogon. W moim stałym pacjentem jest kot, który stracił ogon w
niewyjaśnionych okolicznościach. Pozostał mu tylko mały kawałek tego sterownika, jakim posługuje się przy spadaniu. Niestety w medycynie
weterynaryjnej protez ogona nie stosuje się, a kocia natura jest taka, że osobnik musi wejść zawsze na najwyższe drzewo w okolicy, dlatego taka
niepełnosprawność u kotów wiąże się z licznymi kontuzjami. Upadki bez odpowiedniego lądowania na cztery łapy skutkują urazami stawów
skokowych, bioder, a twarde lądowanie z dużej wysokości dla kota pozbawionego ogona może nawet skutkować śmiercią zwierzęcia z powodu
wewnętrznego krwotoku lub urazów głowy. Właścicielowi po każdej takiej wizycie radzę, aby ograniczył kotu wychodzenie na podwórko. W domu
trudniej o wypadek. Nawet jeśli rozrabiaka wspinać się będzie po firanie do samego sufitu, to z pewnością nie wdrapie się na wysokość 3 piętra.

Bez względu na wiek.

Opiekunom moich pacjentów często wydaje się, że sprawa nowotworów dotyczy tylko psów w podeszłym wieku. Okazuje się, że onkologia
weterynaryjna zajmuje się zwierzętami w każdym wieku, każdej rasy, wszystkimi gatunkami.... Kiedy wczoraj zdiagnozowałam u młodego yorka
naczyniaka mięsakowego śledziony jego właściciel oburzył się. Stwierdził, że to choroba owczarków niemieckich i to niemożliwe, by jego zaledwie
trzyletni pupil cierpiał na taki nowotwór. Był w błędzie! Jeśli tylko zauważymy jakąś narośl u psa – nie zwlekajmy z wizytą u weterynarza. Pies, kot,
czy królik, bez względu na rasę i wiek, mogą zachorować. Im wcześniej zdiagnozujemy chorobę, tym większą szansę mamy uratować czworonoga.
Kiedy guz rozrośnie się trudno jest wyleczyć zwierzę. Warto pamiętać o profilaktyce nowotworów. Kiedy zwierzę jest zdrowe, a do weterynarza
chodzimy tylko w kwestii szczepień, może warto wtedy wykonać podstawowe badania. Ważna jest też obserwacja pupila. Aby wykryć guz, który
znajduje się na zewnątrz ciała wystarczy uważnie obserwować wszelkie zmiany u psa. Zwróćmy uwagę, czy narośl na skórze rośnie, czy ma regularny
czy nieregularny kształt, czy ma ciemny kolor lub ewentualnie owrzodzoną powierzchnię. Takim samym sygnałem alarmowym jest obrzmiewanie
gruczołów mlekowych czy obecność wrzodu na szyi lub głowie. Powinny nas zaniepokoić także kaszel, duszność i niedokrwistość. Objawami
obecności nowotworu wewnętrznego są zwykle nagły spadek wagi lub nienaturalne powiększenie brzucha. Leczenie nowotworów obecnie polega,
podobnie jak u ludzi, na usunięciu guza ( zmiany nowotworowej) i naświetlaniu lub chemioterapii. Zawsze staram się obiektywnie oceniać szanse
moich pacjentów i niestety z punktu widzenia etycznego w wielu wypadkach muszę proponować eutanazję. Nigdy jednak nie stawiam diagnozy i nie
oceniam prognozy leczenia zanim nie otrzymam jasnego wyniku badań. Niestety dla yorka na ratunek było zbyt późno.

Taka słodka psina...

     Korzystając z pięknej pogody, wybrałam się na spacer do parku. Mijały mnie psy wszelkiej rasy. Jedne posłusznie i dostojnie kroczyły przy nodze 
właściciela, inne ze względu na swój trochę rozrywkowy charakter, biegały, uciekały, podskakiwały gdzieś w trawie. Widząc uroczego maltańczyka
pomyślałam sobie: ”o jaka słodka psina”. Jednak nie minęło kilka sekund, gdy ta urocza kuleczka z kokardką między uszami, zaczęła szczekać, po czym
wbiła swoje malutkie ostre kły w nogę wysokiego nastolatka, który akurat zatrzymał się obok właścicielki. Mały i pozornie niegroźny osobnik zwany Toffim,
pokazał w ułamku sekundy swoje drugie oblicze. Oczywiście,z wiadomej przyczyny nie zrobił chłopakowi zbyt wielkiej krzywdy. Doszło do niegroźnego
zranienia. Nastolatek poprosił o przedstawienie zaświadczenia o aktualnym szczepieniu. Szczepienie przeciwko wściekliźnie wykonuje się regularnie co rok i
jest obowiązkowe zgodnie z ustawą. Właścicielka maltańczyka przedstawiła „ofierze” swego pupila numer zawieszony przy obroży i podała swoje dane.
Warto pamiętać, że każda słodka psina może przeobrazić się w „miniaturowego potwora” pod wpływem strachu, zaskoczenia lub innych czynników
wywołujących atak agresji. Dlatego też, nawet jeśli wydaje nam się, że sama słodycz nie mogłaby zrobić nikomu krzywdy, warto trzymać pupila na smyczy
lub zakładać mu kaganiec.

Nie dajmy się krwiopijcom!

O skutkach ukąszenia przez kleszcze oraz o pasożytach skóry zwierząt pisałam już na moim blogu. Jednak chciałabym przypomnieć o tym znowu. Sezon
na kleszcze już dawno rozpoczęty. Dzisiaj moim pacjentem był kocur o dźwięcznym imieniu Wezyr. Widząc go przelotnie w poczekalni pomyślałam, że to
zadbane zwierzę, chociaż z jego oczu bił jakiś smutek. Kiedy właściciel postawił go na moim stole wyjaśniło się natychmiast to cierpiące spojrzenie. Na skórze
kota wczepione było kilkadziesiąt, a może więcej kleszczy. Były wszędzie! Różnej wielkości! Kiedy pousuwałam biedakowi pasożyty jego skóra pozostała
pokryta twardymi guzkami, które musiały bardzo boleć Wezyra. Właściciel tłumaczył, że kot jest wychodzący i nie było go przez jakiś czas. No taka pora roku,
że koty chodzą na randki i dłuższe „wypady za miasto”. Niestety opiekun Wezyra nie zabezpieczył swojego pupila przed kleszczami. Podałam kotu antybiotyk i
preparat przeciwko pchłom, kleszczom i innym pasożytom skórnym. Należy pamiętać, że preparaty takie mają określony czas działania. Można też na dłuższy
czas zafundować pupilowi obrożę, która jest bardzo skuteczna. Takie działania profilaktyczne są w stanie w pełni ochronić zwierzę przed ukąszeniami. Należy
jednak pamiętać, że na futrze mogą przebywać wędrujące osobniki kleszczy, które spadajęc ze zwierzęcia, stają się zagrożeniem dla domowników.
Wyczesywanie szczotką po spacerze lub powrocie z kilkudniowego kociego tournee jest doskonałym sposobem na pozbycie się niechcianych gości.

Kocie uszko.

    Dziwny objaw, to też objaw! „Proszę się nie śmiać, Pani Doktor, ale przychodzę z Lexi, bo ona od pewnego czasu tak dziwnie głowę trzyma ”- usłyszałam od właściciela. Faktycznie głowa kotki była jakby o wiele cięższa po lewej stronie, a kot patrzył na mnie dosłownie z ukosa. Od razu zauważyłam, że kotka ostatnio musiała bardzo drapać się w ucho, gdyż miała poranioną małżowinę. Uszy kota to bardzo wrażliwy organ, dlatego jeśli coś dolega w tym miejscu, następuje momentalnie reakcja obronna zwierzęcia. Kot, czy pies starają się łapą pomóc zniwelować dyskomfort, raniąc sobie tym samym uszy. Dlatego warto regularnie kontrolować uszy swoich pupili, chociażby dlatego, że powodem drapania może być tylko kleszcz wczepiony w małżowinę, a rany od ciągłego drapania zainfekują się, z czego powstanie ostry stan zapalny wymagający leczenia. Pierwszą moją myślą, w przypadku Lexi, był świerzbowiec. Po wnikliwym zbadaniu ucha nie znalazłam tam śladów tego wrednego pasożyta. Zdiagnozowałam natomiast bakteryjne zapalenie ucha, które w badaniu laboratoryjnym jakiś czas potem wykazało gronkowca. Oczyściłam zainfekowaną małżowinę, podałam krople z antybiotykiem do uszu oraz maść dosmarowania zewnętrznych ran. Właściciel w porę zjawił się z Lexi w moim gabinecie. Bagatelizowanie dolegliwości związanych z uszami zwierząt możprowadzić do całkowitej utraty słuchu i grozi poważnymi zabiegami operacyjnymi. Powikłaniem po przebytym zapaleniu ucha zewnętrznego jest zwykle krwiak, który należy usunąć chirurgicznie. Lexi wystarczyły tylko leki, ponieważ w porę rozpoczęłam antybiotykoterapię.

 

Pupil na diecie.

    Jakież reklamy karmy dla zwierząt są ładne! Koteczki silver tabby, goldeny, słodkie radgole mogą sprawić, że uwierzymy wszystkiemu, co producent karmy ma nam do przekazania. Niestety suche karmy, przypatrując się składowi podanemu na opakowaniu, mają znikomy procent właściwych składników odżywczych, o mięsie już nie wspomnę! Karmy, które tylko ładnie wyglądają, dostępne w hipermarketach, podawane jako jedyny element diety, mogą prowadzić do otyłości, alergii i chorób układu trawiennego. Na wizytach kontrolnych właściciele moich pacjentów pytają mnie o żywienie. Zwykle w odpowiedzi dostają ode mnie próbki polecanej karmy, bogatej w zbilansowane wartości odżywcze. Po co daję próbki? Otóż żywieniowe fanaberie pupili mogą wielokrotnie zaskakiwać. Zdarza się, że właściciel zakupi duże opakowanie nowej, wartościowej karmy, a pies lub kot nawet tego nie zechce spróbować. Darmowe saszetki pozwolą sprawdzić, czy zwierzak zasmakuje w bogatszej diecie. Jako właścicielka dwóch kotów mogę odważnie powiedzieć, że każdy z nich ma inne upodobania w jedzeniu. Jeden nie ruszy suchej karmy, drugi mokrej. Wyjątek stanowią surowe i gotowane przeze mnie posiłki. Jedno jest pewne! Dietę pupila należy wzbogacać. Może to być karma z puszek lub samodzielnie przygotowana mięsna sałatka, składająca się z surowego mięsa drobiowego lub wołowego. Wieprzowinę odradzam. Można również zwierzakowi ugotować kurczaka z warzywami lub mieszankę mięsnych kawałków i podrobów.

 

To nie ptasia grypa!

      Skrzydlaci pacjenci pojawiają się w moim gabinecie wyjątkowo, być może dlatego, że ilość hodowców i wielbicieli różnego rodzaju papug i kanarków zmalała. Jeszcze kilkanaście lat temu na Śląsku bardzo popularną była hodowla gołębi pocztowych. Obecnie hobbystów jest niewielu i zrzeszają się we własnych kręgach. Papużka falista, która dziś trafiła na mój stół diagnostyczny już na pierwszy rzut oka była chora. Była apatyczna, jej upierzenie odbiegało od zdrowego wyglądu znacznie i kwaśna woń jaką czułam wskazywały, że ptak ma biegunkę. Po badaniu stwierdziłam ptasią gruźlicę. Niestety po próbie leczenia nie udało mi się uratować tego kolorowego stworzenia. Wpis ten jednak pragnę umieścić na moim blogu ku przestrodze. Gruźlica ptasia jest bowiem dla człowieka chorobą zaraźliwą! Można się nią zarazić połykając lub wdychając odchody zainfekowanego ptaka. Dlatego podczas rutynowego sprzątania klatki Twojego pierzastego ulubieńca, pamiętaj o zakładaniu rękawic ochronnych oraz maseczki. Zwiedzanie kurnika z małymi dziećmi lub karmienie miejskich gołębi również jest narażeniem na zakażenie gruźlicą, o czym nieustannie informują lokalne oddziały SANEPIDU.

Gabinet weterynaryjny Vitovet, Weterynarz Ruda Śląska - Kochłowice ul. Żymły 39Strona wykonana przez Strony WWW - doneta.pl